Biblioteka Rejsu

strona główna archiwum
Rozmiar: 16101 bajtów

Kapitan Paszke dowodził katamaranem WARTA - POLPHARMA w bezprecedensowym wokółziemskim wyścigu The Race 2000.
"Ptaki oceanów" to opowieść nie tylko o tym rejsie. Każdy zeglarz powinien tę książkę przeczytać.

Oto fragment książki:

...Środek Południowego Pacyfiku. Ostrzeżenie przed sztormem otrzymaliśmy przez Inmarsat C od Meeno. Nie było gdzie uciekać. Obszar układu barycznego był zbyt duży. Pocieszające, że to sztorm z rufy. Przenieśliśmy genakery bliżej belki rufowej, sprawdziliśmy mocowania pozostałych żagli i... zaczęło się.
Na początek lekka artyleria - tylko 50 węzłów. Fala nie większa niż siedem, osiem metrów. Nocą wieje już regularne sześćdziesiąt i więcej węzłów i coraz trudniej sterować. Pod samym masztem bez jego rotacji płyniemy powyżej osiemnastu węzłów. Rano fala jest już naprawdę potężna. Jeszcze takiej nie widziałem. Oceniamy niektóre pływające domy na dwadzieścia metrów. Surfing robi się coraz bardziej niebezpieczny.
...
Następna noc to regularne fale olbrzymy. Gutek miał rekord zjazdu z fali - 32 węzły. Bez żagli! Nie wiem, na ile możemy sobie pozwolić rozpędzać łódkę. Jakskutecznie zwalniać. Jednak wiemy, że ściana wody przed nami nie może być wolniejsza od naszego jachtu. W wolniejszą wbija się pływak i łódka możeprzekoziołkować przez dzioby. To może być już walka o przetrwanie.
...
Chłopaki wymyślili, że nie oglądamy się do tyłu. W nocy, podobnie jak w dzień zaczynamy reagować na syk fali nadchodzącej od rufy. Ustaliliśmy wcześniej, że będziemy na początku fali kierowali dzioby 20-40 stopni w prawo od grzbietu i to pozwoli na zwolnienie biegu łódki w najtrudniejszym momencie surfingu. Sterowanie wymaga olbrzymiej koncentracji. Błąd to możliwość przewrócenia jachtu przezdzioby. Jesteśmy straszliwie małą łupiną w tym bezkresie fal olbrzymów. Widzę zmęczone twarze chłopaków i nadzieję w ich oczach, że to niedługo się skończy.
...
Przenikliwe zimno i potężne strugi wody spod dziobów i belki głównej nie oszczędzają wacht. Sternicy używają gogli narciarskich, w które zaopatrzył nas Oakley. Rękawice narciarskie w ogóle się nie sprawdzają, tylko najwyższej klasy alpinistyczne. Żeglujemy w TPS-ach (Thermal Protection Suit), ubraniach, które zapewniają nam ciepło. Jednak pocimy się w "titanium foam" - specjalnej piance termicznej, z którego są one zrobione. Nad ranem wieje już "tylko" 50 węzłów - najgorsze minęło. Jestem przekonany, że nie byłona jachcie nikogo, kto by się nie bał. Rozmawialiśmy często przed startem jeszcze, jak powinniśmy żeglować w takich warunkach. Książki napisane przez tych, co robili to przed nami, znaliśmy. Jednak tak naprawdę trudno sobie wyobrazić sytuację, w której nigdy się wcześniej nie było na takim jachcie. Co robić, gdy sztorm o takiej sile potrwa o dobę, dwie dłużej?
...
Najgorzej nocą. Nie widać doliny fali, łódka pochyla się bardzo dziobami i spada w przepaść z nieprawdopodobną prędkością. Czujemy raczej niż widzimy pionową ścianę wody przed nami. Daj Boże, aby nie była wolniejsza od jachtu. Jedyny ratunekto przecięcie want i pozbycie się masztu. Myśl, że jeszcze doba takiego sztormu i to byłoby jedyne rozwiązanie.
...
Dwa dni po sztormie awaria sterociągów. Mamy duże zastrzeżenia do firmy JP3, która dla nas ten system robiła. Wykonać system, a zamontować, to duża różnica. Nie byli w stanie tego zrobić. Nieoceniony Gutek z Piratem wymieniają kolejny odcinekvectranu na kwadrancie. Coraz zimniej. Woda skrapla się w naszych kadłubach corazbardziej. Nasza bielizna i sztormiaki nie mogą wyschnąć do końca. Pojawia się pleśń. Coraz częściej używamy powiedzenia związanego z naszymi ubiorami, które Krzysiek wymyślił w zimowym rejsie: "trochę mokre, to prawie suche".
...
Zbliżamy się do wybrzeży Chile. Jesteśmy jeszcze kilkaset mil od Ziemi Ognistej, kiedy otrzymujemy wiadomość od Meeno. Nowy niż startuje za nami. Ma szybkość przemieszczania pięćdziesiąt węzłów i kieruje się w stronę Cieśniny Drake'a. Spodziewana prędkość wiatru w niżu sto dwadzieścia węzłów! Nie mażartów. To huragan, który nas goni i nie mamy szans przed nimuciec. Ma już swoją nazwę - "Oma". Meeno przygotował analizę , z której wynika, że musimy być przed Omą na Hornie. Kierując się na północny wschód, centrum niżu przejdzie od nas na południe, a więc będziemy w sektorze wiatrów północnych, na szczęście. Czyli jak zdążymy, to brzeg będzie na nawietrznej.Nie będzie nam grozić zepchnięcie na skały. Warunek jest jednak taki, że musimy zdążyć przed nim do Hornu. Siła wiatru 35-40 węzłów. Lecimy na złamanie karku z prędkością 25-30 węzłów baksztagiem. Czujemy, że żegluga jest na granicy ryzyka.Jednak spotkanie huraganu z wiatrami południowymi spychającymi nas na skały Ziemi Ognistej to najlepszy argument za taką żeglugą. Szaleńczy surfing działa jak narkotyk. Zjazdy z gór wodnych nie robiły już na nas wrażenia. Informacje od Meena, które zawsze się sprawdzały, były batem na całą załogę. Przed Hornem padł kolejny rekord prędkości. Na Ryśka wachcie zanotowaliśmy 36,4 węzła! Jak to napisał Jarek w swoim raporcie dziennym do biura regat i polskich mediów, umówiliśmy się, że w tym wyścigu nie będziemy próbowali pobić tego rekordu.Jednak dwie doby walki opłaciło się. Horn mijaliśmy przy kiepskiej widzialności niecałe pół mili od skał. Z tyłu czuliśmy zbliżającą się szybko ścianę wiatru.Atutem był niedaleki postrzępiony brzeg Ziemi Ognistej, który mógł być przeszkodą w rozbudowaniu fali. Spodziewaliśmy się wiatru z kierunku północnego, skręcającego stopniowo na zachodni o maksymalnej prędkości do 85 węzłów. Uznałem, że kurs w stronę wyspy Nuova będzie korzystny, a za wyspą będzie spokojniej. Myliłem się. Darek też tego nie mógł wiedzieć. Generalnie kurs zbliżający nas do brzegu był w sumie rozsądny ze względu na mniejszą wysokość fali. Zaczęło się dwie godziny po minięciu Hornu. W ciągu kilkunastu minut wiatr stężał do 55 węzłów. Przyjęliśmy topierwsze uderzenie na trzech refach grota bez żagla z przodu. Jacht posuwał się 3-4 węzły, sporo dryfując. Kąt dryfu ustalaliśmy zanurzeniem mieczy.
...
Po kilku godzinach znaleźliśmy się za wyspą. Nieprawdopodobnie mocny ten trzeci ref, ponieważ szkwały do 65 węzłów nie były w stanie urazić niewzruszonej spektry, z której uszyty był grot. Za wyspą okazało się, że do wiatru gradientowego dopisał się na przyczepkę wiatr spadajacy z blisko półkilometrowej wysokości skał. Efekt Venturi dokładał kilka węzłów prędkości i pył wodny zakręcony niesamowicie bił w nasze oczy ze zdwojoną siłą. Mój plan, który zakładał schronienie po zawietrznej stronie wyspy, w ogóle się nie sprawdził. Wyspa była za niska. Pół kilometrawysokości przy tej sile wiatru to za mało. Nie mogliśmy o tym wiedzieć. Myślałem, że przeczekamy sztorm w zawietrznym cieniu wyspy. Nie było szans. Dryfkotwa wyrzucona za rufę (za dziób to w ogóle niemożliwe) o mały włos nie spowodowałatragedii. Zerwanie sterociagów biegnących za belką rufową przez linę dryfkotwy było tylko kwestią czasu. Dryfkotwy pozbyliśmy się po kilku minutach próby jej użycia. Pozostało sztormowanie z samym masztem, co było jedyną możliwością w tym przypadku.
...
O trzeciej nad ranem prędkość wiatru spadła do 50 węzłów. Na naszej wachcie postawiliśmy z Jabesem małego foka i zmieniliśmy kurs na pościg za niżem. Nie mieliśmy szans na dogonienie, ale jednak...
Łódka leciała z prędkością dwudziestu węzłów z niewielkiej, bo w końcu tylko pięcio-, sześciometrowej fali i adrenalina się skończyła. Zaczęła się kwestia, jak opłynąć Falklandy...
Rozmiar: 18520 bajtów

Horn mijaliśmy przy kiepskiej widoczności, niecałe pół mili od skał

ciąg dalszy w książce...