Spis treści, archiwum 11,12/2001

strona główna archiwum

nr
strony


  1. Przystanek Kapsztad - Marek Słodownik
  2. Prawdziwy jachting - Andrzej Napierkowski

    Rozmowa ze Zbigniewem Malickim, prezesem Stowarzyszenia Klasy 730.

  3. Dni Kobiet - Bartosz Obracaj
  4. Kronika - Zespół
  5. Jesienny felieton - Roman Paszke
  6. Listy
  7. Sezon Malkontenta - Jakub Koryciński
  8. Gorące lato ratowników - Jakub Koryciński
  9. Mazury z góry - Konkurs
  10. Wybór - Cyklady - Monika Dzieciątkowska, Rafał Łaszkiewicz
  11. Konkurs Foto
  12. Argumenty za Jońskim - Artykuł sponsorowany
  13. Czego się nie robi dla żeglarstwa - Andrzej Napierkowski

    Rozmowa z Zygfrydem "Zygą" Perlickim

  14. Szkolny bark niemieckiej marynarki - Krzysztof Kozerski
  15. Match racingowe sztuczki i kruczki - Robert "Dżabes" Janecki
  16. Zapomniana klasa - Andrzej Napierkowski
  17. Nowa jednostka na mazurskie wody - Jakub Koryciński
  18. Rodzina Maków - Paweł Wojna
  19. Zabudowa kadłuba - Stefan Ekner
  20. Patenty, gadżety - Krzysztof Kozerski, Paweł Wojna
  21. Windsurfing. Żegluga na trapezie - Rafał Czepułkowski
  22. Żeglarstwo rozwesela - Anna Błaszczyk, Mirosław Janiszewski
  23. Lingwistyka żeglarska. Ziemia i oceany - Andrzej Ejchart, Henryk Wolski
  24. Rejs po internecie - Robert "Dżabes" Janecki
  25. Recenzje - Krzysztof Kozerski, Tomasz Raczek, Jakub Koryciński, Mira Urbaniak
  26. Ptaki Oceanów -

    Fragment książki Romana Paszke

  27. Opowieść nie tylko świąteczna - Mira Urbaniak

    Opowieści polarnika Krzysztofa Makowskiego

  28. Requiem dla jachtu BIESZCZADY - Jerzy Rogacki
  29. Dziś o babskim rejsie - Mirek "Kowal "Kowalewski
  30. Felieton nawietrzny - Jerzy Iwaszkiewicz

Regaty...

PRZYSTANEK KAPSZTAD

Rozmiar: 8685 bajtów

Dalton na mecie - "dopiero" drugi

Rozmiar: 25294 bajtów

Norweski jacht płynął efektownie, ale wolno

Pierwszy etap regat Volvo Ocean Race, rozgrywanych na trasie z Southampton do Kapsztadu, przyniósł zaskakujące rozstrzygnięcia. I nie chodzi o czas przelotu, wyjątkowo w tej edycji długi z powodu słabych wiatrów, ale o dystans pomiędzy poszczególnymi jachtami

Marek Słodownik

Był to najdłuższy etap regat, dystans 7300 Mm żeglarze pokonać mieli w ciągu mniej więcej czterech tygodni, co dawało średnią dobową 260 Mm. Ale na trasie był równik ze strefą słabych wiatrów i to tutaj miała się rozstrzygnąć walka. Od umiejętności nawigatorów zależało bardzo wiele, ale przecież wszyscy ze startujących są najlepszymi mistrzami w swoim fachu.
W przeszłości nie dziwiły już różnice na mecie wyrazane w minutach, po pokonaniu kilku tysięcy mil jachty często kończyły regaty będąc w zasięgu wzroku. Tym razem było zgoła inaczej. Już pierwsze dni regat pokazały, że różnice będą spore. Po trzech dniach różnica pomiędzy pierwszym i ostatnim jachtem wynosiła prawie 50 Mm i stale rosła.
Zaskakiwała słaba postawa Norwegów na DJUICE DRAGONS, wkrótce jednak okazało się, że przyczyną są kłopoty techniczne jachtu. Podobnie rzecz się miała ze Szwedami z SEB. Chłopaki Gunnara Krantza, choć zapowiadali przed startem walkę o czołowe lokaty, wlekli się w ogonie. Konieczny dodatkowo stał się postój na Wyspach Kanaryjskich w celu wymiany głowicy grota, co spowodowało dodatkowe opóźnienia. Później mozolnie odrabiali stratę, ale druga część etapu była także w ich wykonaniu słabsza.

ciąg dalszy w magazynie...

Rozmowa...

PRAWDZIWY JACHTING

Rozmiar: 12939 bajtów

Od kilku lat bardzo prężnie rozwija się w Polsce klasa 730. Powstała już całkiem pokaźna flota nowoczesnych jednostek. Rozgrywanych jest szereg imprez zaliczanych do klasyfikacji Pucharu Polski, coraz liczniej pojawiają się sponsorzy. Nad wszystkim czuwa Stowarzyszenie Regatowe Klasy 730. W lipcu, po raz kolejny, jego prezesem został znany żeglarz, Zbigniew Malicki, który jest mózgiem organizacji. Sezon zakończony, ostateczne klasyfikacje są już znane. Poprosiliśmy Prezesa o podsumowanie.


Rozmawia Andrzej Napierkowski.

Regaty

Rozmiar: 45793 bajtów

Wymagające, zmienne wiatry duły zawodniczkom startującym w kolejnej edycji Kobiecych Mistrzostw Rolexa Jachtów Kilowych, rozegranych w ostatnim tygodniu września na wodach Chesapeake Bay w Annapolis.

Bartosz Obracaj

Po raz pierwszy ścigano się na jachtach J22

Do rywalizacji na monotypowych jednostkach J/22 stanęło ponad sześćdziesiąt czteroosobowych załóg, wśród których nie brakowało utytułowanych nazwisk, znanych z tras olimpijskich i kampanii Whitbread.

W przedstartowych opiniach za zdecydowaną faworytkę uznawano Cory Sertl, zdobywczynię m.in. przyznawanego przez firmę Rolex prestiżowego tytułu "Żeglarki Roku 1995". Utytułowaną Cory dodatkowo wspierała teraz srebrna medalistka Igrzysk w Sydney w klasie 470 Pease Glaser. Przewidywania okazały się słuszne, ale zwycięstwo nie przyszło załodze z Rochester łatwo...

Żegluga na Jolce wymaga dużej
zręczności i koordynacji całej załogi

Dzień pierwszy. Ostro.
W pierwszym dniu imprezy, 24 września udało się rozegrać wszystkie trzy zaplanowane wyścigi. Wzburzone morze i dotkliwy wiatr o sile 20w, wymagał od zawodniczek sporego wysiłku. Najlepiej z twardymi warunkami poradziła sobie załoga dowodzona przez Nancy Haberland z Annapolis. Odważnie żeglująca na własnym terenie Nancy, nie dała rywalkom szans, dopływając na metę kolejno na pierwszym i dwa razy czwartym miejscu. Ten wynik wystarczył do objęcia prowadzenia...

ciąg dalszy w magazynie...

Mazury

Rozmiar: 5684 bajtów Rozmiar: 15173 bajtów

A jednak chętnie się tu wraca

...a dokładniej, mazurskiego malkontenta. Mazury to polskie zagłębie żeglarstwa, zarówno turystycznego jak i wyczynowego. Na początku sezonu zapowiadało się, iż w żeglarstwie, a dokładniej w żeglarstwie turystycznym, dziać będzie się źle. Później bylo trochę lepiej, ale i tak jest na co ponarzekać.

Jakub Koryciński

Mazurski sezon ospale budzi sie w kwietniu, gdy na jezioro wypływają pierwsi "żeglarze", zwykle studenci, korzystający z przerwy wielkanocnej. Potem jest "Wielka Majówka", która przypomnijmy, trwała w tym roku ponad tydzień (a tak na marginesie majówka 2002 też nie będzie zła, gdyż pierwszy maja wypadnie w środę, co przy wzięciu wolnego w czwartek daje pięć dni wiosennej żeglugi). Jest to specyficzny okres dla firm czarterowych, gdyż w tym czasie popyt jest tak wielki, iż wyczarterować można wszystko, byle miało kadłub i żagiel. Niestety, żeby pożeglować podczas majówki wybraną przez siebie konstrukcją, a nie tym, co akurat będzie wolne, no i oczywiście za rozsadne pieniadze, zaliczkę wpłacać trzeba kilka miesięcy wcześniej. W maju, jak to w maju, czarterodawcom jest dobrze. Jednak już w czerwcu zaczęły się pierwsze problemy. Cięciom w budżecie państwa towarzyszyły cięcia w budżetach domowych i coraz częściej zdarzały się rezygnacje z dawno zarezerwowanych czarterów. Właściciele wielu wypożyczalni starali się dostosować ceny do nowych warunków, jednak tylko w pewnych granicach. Spadkowi w liczbie czarterów towarzyszył również spadek ogólnej liczby turystów przybywających na Jeziora. A to z kolei pociagnęło za soba zmniejszenie obrotów w usługach i gastronomii.

ciąg dalszy znajdziecie w magazynie...

Po sezonie...

Rozmiar: 52869 bajtów

Akcja gaszenia pożaru portu LOK w Giżycku

GORĄCE LATO RATOWNIKÓW

Jakub Koryciński

Kolejny sezon za nami. I niestety, tak jak w zeszłym roku, tak i tym razem nie obyło się bez ofiar wśród żeglarzy i motorowodniaków. Przyczyny były przeróżne, od lekkomyślności przez niesprzyjające warunki pogodowe, po zwyczajnego pecha. Niemniej jednak w minionym sezonie Mazurskie WOPR musiało przeprowadzić aż 148 akcji ratowniczych i interwencji, ratując życie lub zdrowie aż 187 osobom! Trudno sobie wyobrazić, ile ludzi tonęłoby co sezon na Mazurach, gdyby nie ofiarna praca ratowników.

Zabójcy za sterami?

Ratowanie rozbitków z przewróconych jachtów to dla ratowników Mazurskiego WOPR właściwie codzienność. Nierzadko ratują ludzkie życie narażając własne zdrowie. Czasem nieprzytomnego żeglarza czy pływaka trzeba wyłowić z głębiny, a nie ma czasu na sprowadzenie ekwipunku dla płetwonurka. W takich chwilach liczy się każda minuta! Potem niemal półgodzinna reanimacja, nim zdąży dojechać karetka. W dodatku w sezonie 2001 drastycznie dało znać o sobie nowe zagrożenie dla bezpieczeństwa wypoczywających na Mazurach. Mianowicie nietrzeźwi lub zbyt pewni siebie motorowodniacy. Zdarzyły się dwa wypadki, w których zginęli ludzie, spowodowane przez sterników jachtów motorowych z silnikami wielkiej mocy.

ciąg dalszy w magazynie...

Nasz konkurs

zgadnij

Nasz rejs...

WYBÓR - CYKLADY

Pozostają w pamięci stare, maleńkie, rybackie porciki Cyklad, gdzie staje się zawsze na kotwicy i gdzie miejsca na manewry jest mało. Nie ma sanitariatów, często nie ma możliwości zatankowania paliwa...
Ale wszystkie niedogodności rekompensuje fakt, że widoki są cudowne, a postoje nieodpłatne.

Monika Dzieciątkowska, Rafał Łaszkiewicz

Rozmiar: 25441 bajtów

W pięknej, słonecznej Chorwacji byliśmy już trzy razy. Zauroczeni nią wracaliśmy tam chętnie, doceniając każdego lata na nowo walory pogodowe, malownicze krajobrazy, pyszną kuchnię oraz przyjazne żeglarzom mariny i kotwicowiska. Zapragnęliśmy jednak odmiany: przecież tyle jeszcze na świecie pięknych miejsc do zobaczenia! Długo zastanawialiśmy się nad wyborem akwenu i wreszcie zdecydowaliśmy: greckie Cyklady. Ze względu na duże odległości między wyspami, silne wiatry i wysoką falę wiedzieliśmy, że konieczny będzie czarter jachtu. Z żalem rozstawaliśmy się z naszym GOZO (Sasanka 620)

ciąg dalszy opisu w magazynie...

Konkurs

Rozmiar: 24372 bajtów

Praca nadesłana na konkurs, fot. Kuba Błęcki, aparat Canon.

Czartery

ARGUMENTY ZA JOŃSKIM

Od kilku miesięcy zachęcamy Czytelników do spędzenia urlopu pod żaglami na ciepłych akwenach, szczególnie zaś polecamy Morze Jońskie. Kto już tam był - nie żałuje. Wiele osób nie może się jednak na taki wypoczynek zdecydować, wyszukujac wszelkie możliwe (rzeczywiste lub pozorne) wady takiej imprezy.

Artykuł sponsorowany
Rozmiar: 19312 bajtów
Rozmiar: 12475 bajtów

Spróbujmy zatem rozważyć na zimno zalety i wady, zrobić swego rodzaju bilans przyszłego urlopu w "wariancie jońskim".

Argument pierwszy: drogo!

Cóż - nie jest to urlop za darmo, to pewne. Na zaproszenie zamożnego przyjaciela "wpadnijcie na mój jacht na Korfu i bądźcie moimi gośćmi" mało kto może liczyć. Czy to jednak naprawdę drogo? Sprawdźmy. Wyczarterujmy jedenastometrowy jacht za 2800 DEM tygodniowo (jak to zrobić -za chwilę). Przyjmijmy kurs 1DEM = 2 złote. Jeśli podzielimy kwotę 5600 zł. przez 7 dni i 8 osób, okaże się, że stawka dzienna na osobę nie przekroczy 100 zł. Trudno to nazwać taniochą, ale też cena ta nie powala na kolana. Porównajmy to z cenami czarterów na Mazurach. Jeżeli wyczarterujemy ośmio i półmetrowy jacht (FORTUNA 27 czy JANMOR 28 ), to w wysokim sezonie zapłacimy około 3500 złotych. Jeżeli podzielimy tę kwotę przez 7 dni i 6 osób otrzymamy stawkę dzienna na osobę około 85 złotych. Różnica nie jest więc wielka - około 100 złotych na osobę na tydzień. Postarajmy się ponadto uwzględnić czynniki okołocenowe: pewność pogody, temperaturę powietrza i wody, atrakcyjność miejsca itp. Powie ktoś – dobrze, a wyżywienie? Otóż z wyżywieniem jest najmniejszy problem. Z dość dużą dokładnością można przyjać, że poziom cen żywności w Grecji jest taki sam jak w Polsce. Sa artykuły droższe (np. mięso, wędliny), ale jest wiele tańszych. Mowa tu o sklepach, bo ceny w restauracjach są często niższe niż u nas. Za posiłek w tawernie, złożony z przystawki, głównego dania, deseru i piwa zapłacimy z reguły nie więcej niż równowartość 50 zł. Tak więc śmiało można przyjąć, że na wyżywienie wydamy tyle samo, co w kraju.

ciąg dalszy w magazynie...

Rozmowa...

CZEGO SIĘ NIE ROBI DLA ŻEGLARSTWA

Wysłuchał Andrzej Napierkowski Rozmiar: 12822 bajtów

W plebiscycie Polskiego Stowarzyszenia Żeglarstwa Regatowego na Kultowego Żeglarza XX wieku zwyciężył jeden z najwybitniejszych ludzi morza, Zygfryd Perlicki. Skąd pochodzi, jak zaczął i kontynuował przygodę z żeglarstwem, i co jego zdaniem oznacza określenie "żeglarz kultowy", Czytelnikom "Rejsu" obszernie opowiada sam laureat. Poniżej pierwsza część jego wspomnień i refleksji, dokończenie w następnym numerze.

W roku 1945, w wieku trzynastu lat, zaraz po wyzwoleniu miasta, zapisałem się do harcerstwa. Szóstego maja wraz z kolegami zbudowaliśmy tratwę i popłynęliśmy do Redłowa. Sprzęt po drodze zaczał się rozpadać. Na szczęście przygoda zakofczyła się pomyślnie. Już szesnastego po raz pierwszy wsiadłem na pokład poniemieckiej "jolki", i to był mój pierwszy kontakt z morzem pod żaglami. W tym samym roku zaczęliśmy remontować duże jachty - "chaje" i na nich żeglowałem już bardzo intensywnie.
Mijały lata, w 1947 harcerstwo zostało zlikwidowane, zniknał tym samym Harcerski Ośrodek Morski. Nic jednak nie zdołało mnie powstrzymać przed kontynuowaniem pasji. Zapisałem się do klubu Zryw. Dziś nie mam się czym szczycić, bo klub był komunistyczny, a ten ustrój nigdy mi si ´nie podobał. Nie było jednak innego wyjścia, i myślę, że żaden żeglarz mi się nie dziwi.
Pierwsze regaty za beczkę śledzi
W barwach Zrywu występowałem do roku 1951. Łódki były różne: &qout;koniki" "pięćdziesiątki", POLARIS. I właśnie na nich zaczęliśmy pływać regatowo. Początkowo były to regaty rozgrywane amatorsko, na własnym podwórku; nikt nie znał przepisów, o taktyce i technice regatowej nie było co mówić. Nie były to więc mistrzostwa Polski ani okręgu; takie tam sobotnio - niedzielne ściganie, ale coś się działo. W jednym z pierwszych wyścigów płynałem z kapitanem Krzyżaniakiem, późniejszym komandorem marynarki wojennej Przylipiakiem, także późniejszym kapitanem MANIFESTU LIPCOWEGO, który jako pierwszy opłynał Przyladek Horn na polskim statku. Byli też inni doświadczeni kapitanowie. W wyścigu płynęliśmy z Władysławowa, na POLARISIE. Bieg wygraliśmy, a w nagrodę załoga otrzymała od rybaków... beczkę śledzi.
ciąg dalszy w magazynie...

Żaglowce

SZKOLNY BARK NIEMIECKIEJ MARYNARKI

Rozmiar: 22897 bajtów

Dzisiejszy GORCH FOCK został zbudowany w 1958 roku według planów swojego przedwojennego poprzednika i siostrzanych jednostek tej klasy. Powstał w znanej hamburskiej stoczni Blohm & Voss, tej samej, z której pochodzi nasz DAR POMORZA i wiele innych słynnych żaglowców.

Krzysztof Kozerski

Szkolny bark Marynarki Wojennej Niemiec jest drugim żaglowcem o tej nazwie. Gorch Fock to pseudonim artystyczny niemieckiego pisarza marynisty Hansa Kinaua. Zginał on na pokładzie niemieckiego krażownika podczas działań wojennych na Skagerraku w 1916 roku. Pierwsza jednostka o tej nazwie, wybudowana w 1933 roku w tej samej stoczni co jej następca, była również szkolnym statkiem niemieckiej marynarki. Została zatopiona w czasie II wojny światowej w Stralsundzie. Po wojnie została wydobyta przez ekipę radziecką i przekazana Zwiazkowi Radzieckiemu w ramach reparacji wojennych. Pływa do dzisiaj pod nazwą TOWARISZCZ, jako żaglowiec szkolny Marynarki Wojennej Ukrainy. W roku 1936 wybudowano bliźniaczą jednostkę nazwie HORST WESSEL, przejętą po wojnie przez Amerykanów i przemianowaną na EAGLE, która do dziś jest statkiem szkolnym amerykańskiej Coast Guard. Trzeci z serii to ALBERT LEO SCHLAGETER, wybudowany w 1937 roku, a obecnie portugalski SAGRES II.

Rozmiar: 21226 bajtów

Z wizytą w Szwecji

ciąg dalszy w magazynie...

Przepisy regatowe

MATCH
RACINGOWE
SZTUCZKI
I KRUCZKI

Rozmiar: 20450 bajtów

W match racingu bardzo wiele zależy od interpretacji i decyzji sędziów. Chciałbym przedstawić kilka sytuacji w których niewielkie różnice w ustawieniu łódki względem wiatru lub przeciwnika, spowoduja różną interpretację przepisów.

Robert "Dżabes" Janecki

Sytuacja 1
Niebieski ustanawia krycie z pozycji swobodny z tyłu. Żółty ostrzy natychmiast i jego rufa dotyka dziobu łódki niebieskiej. Oba jachty wyciagaja flagę "Y" i składają protest. Jaka powinna być decyzja sędziów? Przepis 11 mówi, że jacht żółty w takiej sytuacji powinien ustępować jachtowi niebieskiemu, ale również w takiej sytuacji Przepis 15 nakłada na jacht niebieski obowiązek dania wystarczającej ilości miejsca do ustąpienia przez jacht żółty.
Przepis 11: NA TYM SAMYM HALSIE, JACHTY W KRYCIU
"Gdy jachty sa na tym samym halsie i są w kryciu, jacht nawietrzny musi ustępować jachtowi zawietrznemu".
Przepis 15: NABYWANIE PRAWA DROGI
"Jacht nabywajacy prawo drogi musi początkowo pozostawić drugiemu jachtowi miejsce do ustąpienia, chyba że uzyskuje on prawo drogi w wyniku działania tego drugiego jachtu".

Rozmiar: 14106 bajtów

Rys.1
Jeżeli jacht żółty ostrzy do wiatru nie wykorzystując więcej miejsca niż jest to niezbędne do takiego manewru, znaczy to, że jacht niebieski złamał przepis 15.
Ukarać należy jacht niebieski. Jeżeli jacht żółty do ostrzenia na wiatr wykorzystał więcej miejsca niż jest to normalnie potrzebne, znaczy to, że złamał on przepis 11. Ukarać należy jacht żółty.

ciąg dalszy w magazynie...

Klasy regatowe

ZAPOMNIANA KLASA

Rozmiar: 12835 bajtów

Hornet jest klasą bardzo ciekawą, konstrukcyjnie i żeglarsko. Nie wiadomo zatem, dlaczego stał się nie tylko w Polsce, ale także w krajach o większych tradycjach regatowych, łódką zapomnianą.

Andrzej Napierkowski

Najtrudniejszym i najważniejszym elementem jest umiejętność wprowadzenia go w ślizg. Jeżeli nie zgra się właściwie balastu z pracą sterem w odpowiednim momencie, jacht mówi: NIE! Ważne jest, by odpadając nabrać prędkości, a następnie, w odpowiednim - tym jednym, jedynym momencie - wyostrzyć. Sztuka bardzo trudna i wymagajaca setek godzin treningu. W stosunku do dzisiejszych standardów Hornet był łódką dość ciężką. Niemniej jednak w tamtych czasach trudno było znależć jednostkę relatywnie lżejszą. Słonka, Pirat, Hetka, Betka czy nawet Finn były znacznie cięższe. Poszycie klepkowe, słomkowe lub diagonalne, niosły za soba duży ciężar łódki. A Hornet jest skośnodenką sklejkową. Dwie osoby mogły ja bez trudu wyjać z wody i przenieść.
Maszt
Poczatkowo był drewniany. Siłą rzeczy ograniczenia dotyczące ustawienia i dynamiki pracy były dość duże. Tomasz Holc był jednym z pierwszych w Polsce, któremu udało się wyposażyć Horneta w maszt aluminiowy. Maszt odebrano w Anglii, u producenta. Już wówczas, w wytwórni, trzeba było dokonać pomiaru want oraz wykonać w odpowiednich miejscach zaciski. Pojawiła się też nowość - stalówka powlekana folią, ściśle przywierająca do wanty w każdym punkcie. Niestety, podczas mistrzostw świata stalówka wyrwała się z zacisku, maszt runał na pokład i szanse na medal zostały pogrzebane. Regulacja pochylenia masztu była bardzo prymitywna, ale szybka i skuteczna. Prowadnica i dwie zawleczki załatwiały wszystko. Kolejną, i bardzo istotną regulacją masztu, jest jego ugięcie na poziomie pokładu. Poczatkowo były to drewniane kliny, póżniej próbowano innych rozwiazań w rodzaju różnych przekładni i wind, jednak żadne z nich nie sprawdziło się w praktyce.

ciąg dalszy w magazynie...

Elementarz windsurfingu

ŻEGLUGA NA TRAPEZIE

Rozmiar: 52723 bajtów

Najpierw - na piasku przy słabym wietrze

Czym był kiedyś windsurfing bez trapezu? Pracą w kamieniołomach? Prawdopodobnie w ten sposób odczuwały to dłonie. Dziś ciężko jest spotkać bardziej doświadczonego deskarza żeglujacego choćby przy średnich wiatrach na "samych rękach".

Rafał Czepułkowski

Dlaczego? Użycie niepozornych "majteczek" z hakiem na końcu zwiększa kontrolę nad pędnikiem i deską oraz oszczędza ręce, pozwalajac tym samym na długotrwałą żeglugę. Wynalezienie trapezu spowodowało więc, że windsurfing stał się łatwy, prosty i przyjemny.
Ćwiczenia na piasku - Najlepszym miejscem do rozpoczęcia nauki jest plaża i wykorzystanie do tego celu specjalnego symulatora, na którym bezpiecznie możemy przećwiczyć wczepianie i wyczepianie się z trapezu. Jeśli nie mamy takich mozliwości to pierwsze ćwiczenia możemy wykonać na samym pędniku postawionym na plaży. Jednak nigdy nie wolno tego robić przy silniejszym wietrze, gdyż ewentualna "katapa" może skończyć się tragicznie. Dlatego zalecana siłą wiatru do tych ćwiczeń jest 1-20B.
*Unosząc biodra zaczepiamy hakiem o linki trapezowe. Zwracamy uwagę aby po zaczepieniu utrzymywać właściwy dystans pomiędzy ciałem a pędnikiem. Ręce trzymamy prawie wyprostowane.
*Wykorzystując siłę wiatru działającego na żagiel odchylamy się nieco do tyłu, zwieszając się całym ciężarem na trapezie. Dłońmi kontrolujemy jedynie ustawienie pędnika. Ćwiczenie to możemy wykonywać bez żadnych obaw, bo jeśli nawet przesadzimy, to tylko usiądziemy na piasku nakrywając się żaglem.
Ćwiczenia na wodzie - Po tej suchej zaprawie czas na ćwiczenia w środowisku naturalnym, czyli na wodzie. I tu mogą zacząć się problemy, gdyż do tej pory byliśmy na gruncie dosć stabilnym, a teraz ćwiczenia będziemy musieli wykonywać na chyboczącej się desce...

zapraszamy do lektury magazynu...

Niepełnosprawni pod żaglami

ŻEGLARSTWO ROZWESELA

Opinia o elitarnym charakterze żeglarstwa powodowała, że przez długi czas ta forma rekreacji pozostawała poza możliwościami uprawiania jej przez osoby niepełnosprawne. Dziś powszechnie znane sa przykłady czynnego uprawiania żeglarstwa przez niepełnosprawnych, w tym również ludzi, którym amputowano kończyny dolne.

Mirosław Janiszewski, Anna Błaszczyk
Rozmiar: 26661 bajtów

Żeglarstwo jest formą rehabilitacji wszechstronnej - ruchowej, psychicznej i społecznej

Żeglarstwo niepełnosprawnych rozwija się w Polsce od 15 lat. Poczatkowo były to obozy rehabilitacyjne z elementami żeglarstwa, potem szkoleniowe obozy na stopnie żeglarskie, rejsy, a od 7 lat również regaty, w tym Mistrzostwa Polski Żeglarzy Niepełnosprawnych organizowane w Międzynarodowym Centrum Żeglarstwa i Turystyki Wodnej Almatur w Giżycku. Założeniem obozów jest nauczenie żeglowania niepełnosprawnej młodzieży, ale także niepełnosprawnych osób dorosłych, zaciekawionych tym sportem. Są to ludzie po wypadkach, z porażeniami, niedowładami, niewidomi, ludzie z dysfunkcją układu nerwowego, narzadu ruchu, narzadu wzroku, słuchu, upośledzeniami umysłowymi, z emocjonalnymi zaburzeniami, ze schorzeniami układu krążenia, układu oddechowego, innymi schorzeniami ogólnoustrojowymi (cukrzyca, hemofilia), a także z ograniczeniami będącymi skutkiem fizjologii procesów starzenia. Żeglarstwo jest specyficznym i chyba jedynym sportem, który mogą uprawiać pacjenci w tak szerokim przedziale wiekowym i z tak różnorodnymi dysfunkcjami.
Walory żeglarstwa
W czasie zajęć zeglarskich, rejsów, regat i wycieczek powstają sytuacje wymagające wzajemnej troski, poznania swych ograniczeń, uprzedzeń, ale przede wszystkim ich pokonywania. A wszystko to w atmosferze spontaniczności, wakacyjnej przygody z żeglarstwem i łamania wszelkich barier.
Słowo "sport" jest pojęciem pochodzącym z języka łacińskiego " disportare", co znaczy "rozweselać, rozpraszać". Sport od wieków był uprawiany przez ludzi zdrowych, natomiast jego uprawianie przez ludzi trwale fizycznie poszkodowanych budzi duże emocje i kontrowersje. Cele sportu osób niepełnosprawnych oparte sa na tych samych zasadach, na jakich opiera się sport osób bez defektów fizycznych. Medycyna powinna jednak czuwać, aby rehabilitacja kompensacyjna poprzez sport nie przyczyniła się do pogłębiania stopnia dysfunkcji oraz nie stwarzała zbędnego zagrożenia nowymi urazami.
Pokutująca do niedawna opinia o elitarnym charakterze żeglarstwa powodowała, że przez długi czas ta forma rekreacji pozostawała poza możliwościami uprawiania jej przez osoby niepełnosprawne. Dziś powszechnie znane sa przykłady czynnego uprawiania żeglarstwa przez osoby niepełnosprawne, w tym również po amputacjach kończyn dolnych. Często są to bardzo doświadczeni żeglarze prowadzący z powodzeniem szkolenia, a także ciekawe i nawet niebezpieczne rejsy. Czynne uprawianie żeglarstwa przez osoby niepełnosprawne jest od dawna popierane przez Polski Związek Żeglarski, co znajduje także wyraz w przepisach PZŻ.
Specyfika sportu żeglarskiego pozwala na kształtowanie takich cech, jak spostrzegawczość, szybką orientację, umiejętność działania w zespole, poczucie odpowiedzialności za członków załogi oraz sprzęt, zaradność, poczucie estetyki i porządku. W trudnych warunkach pojawia się odwaga i odporność psychiczna. Żeglarstwo umożliwia przy tym nawiązywanie kontaktów towarzyskich, wiąże się z podróżowaniem, współzawodnictwem. Są to walory szczególnie istotne dla młodzieży niepełnosprawnej.

ciąg dalszy w magazynie...

Pośpiewaj mi tato...

Rozmiar: 5530 bajtów

Dziś o babskim rejsie

CZĘŚĆ CZWARTA

Im dłużej jestem z Mamą i ciocią Bzbzią na rejsie, tym więcej widzę różnic między kobietami a mężczyznami. A to wszystko zauważyłem przy myciu...

Mirek "Kowal" Kowalewski

Pierwsza różnicą było mycie... jachtu. Gdy pływałem z Tata, to łódkę myliśmy dopiero po rejsie. Pamiętam ten dreszczyk emocji, cóż takiego znajdziemy w zęzie, gdy ostatniego dnia Tato podniesie gretingi. Ojej: czego tam nie było. A to okruszki, a to resztki skorupek po jajkach. Był plasterek pomidora, który spadł mi z kanapki pierwszego dnia rejsu. I dżdżownice, co to wysypały się ze słoika, gdy Tato po powrocie z tawerny uparł się, że będzie łowił ryby. Ale przeważyła go wędka i wpadł do wody, a słoik z robakami do zęzy. Na szczęście nie wszystkie tam wpadły, bo część wleciała do śpiworów. Ale te to uschły i ostatniego dnia łatwo było je wytrzepać. I choć w zęzie trochę śmierdziało, to bardzo lubiłem ją czyścić. Otóż w takiej zielonkawej brei z wody i różnych jedzeń, co tam wpadły, zawsze coś fajnego można było znaleźć. A to jakieś drobne (raz nawet całe 5 zł.), a to kluczyki od samochodu, co to Tato ich tydzień szukał i myślał, że je gdzieś utopił. A to haczyk do wędki, zardzewiały gwóźdź, agrafkę, zapalniczkę i kupę innych wspaniałych skarbów. A poza tym, dokładne mycie łódki po rejsie dawało gwarancję że, następnego lata, przed rejsem, myć jej nie będzie już trzeba. Bo, jak Tato mówił: że niby gdzie miałaby się ubrudzić zimą! Gdy stała na brzegu.
Natomiast Mama i ciocia rejs rozpoczęły od... dokładnego mycia, czystej przecież łódki. Trwało to dwa dni. Pierwszego dnia ciocia takim płynem czyściła bulaje, szekle, wanty i gwoździe ze skrzynki. Mama zaś burty i pokład plynem do mebli. Gdy czyściły z ciocią maszt i bom, to musiało bardzo się podobać zgromadzonym na kei żeglarzom co to się temu wszystkiemu przyglądali. No i poprosiło takich kilku, by Mama z ciocią im też maszty popucowały. Nie rozumiem tylko, dlaczego Mama z ciocia się na nich obraziły. Następnego dnia była awantura w pralni, bo nie chcieli przyjać do prania ani foka, ani grota. Mama stwierdziła, że z takimi brudnymi szmatami to na jeziorach się nie pokaże, bo co sobie ludzie pomyślą. Na to ten pan w pralni zrobił takie wielkie oczy i nieśmiało powiedział, że żagli to się nie pierze i... Ale Mama się zdenerwowała i powiedziała, że wszystkie chłopy to flejtuchy i brudasy. Że im nie przeszkadza ani brudny fok, ani brudny grot, ani brudne skarpetki, które zostawiają pod stolikiem przed telewizorem, ani zachlapane pastą do zębów lustro w łazience. Ani karaluchy, ani bakterie i tylko chrapią. Na koniec już w drzwiach powiedziała przerażonemu panu za ladą, że wygląda na takiego, co to mu na pewno nie przeszkadza opryskana deska w sedesie i... wyszła. Żagli uprać ręcznie się nie dało, ale za to uprały talie, cumy, fały i szoty. Potem jeszcze wypastowały gretingi, wstawiły kwiatki do słoika z wodą, który postawiły na kraciastym obrusiku na rufie. Dopiero wtedy z zadowoleniem przygladały się swemu dziełu. Zresztą nie tylko ciocia i Mama. Przychodziły inne wycieczki z innych jachtów, a żeglarze przez komórki namówili kolegów na wodzie, by szybko spływali do naszego portu, bo czegoś takiego to dłuuuuugo nie zobaczą...
Następna różnica między kobietami a mężczyznami jest mycie... się. Gdy pływałem z Tatą, to ten problem prawie wcale nie istniał. Tato twierdził, że na wodzie się nie kurzy, to i myć się nie trzeba. I że ileż to miejsca zaoszczędzi się w worku żeglarskim, gdy nie bierze się mydeł, szamponów i ręczników. A problem mycia na rejsie przyroda rozwiązuje sama: ot: deszczyk zmoczy, fala ochlapie, a wietrzyk i słonko osuszy. A gdy tu czy tam coś zaczyna swędzieć, to wtedy dokonujemy mycia punktowego i... już. A ileż pretekstów do długich rozmów między Tatą a wujciem Józkiem dostarczał rano "bukiet kabinowy".

ciąg dalszy w magazynie...