Spis treści, archiwum 9/2002

strona główna archiwum

nr
strony


  1. Nocny wyścig Dezet o Mistrzostwo Polski - Marek Słodownik
  2. Wielkie żeglowanie z "Rejsem" - Jakub Korycinski
  3. Akademia pod wezwaniem Mateusza Kusznierewicza - Paweł Wojna
  4. Zmasowane Mistrzostwa Polski w Giżycku - Jakub Koryciński
  5. Bursztynowa wstęga, walka o samochód - Robert "Jabes" janecki
  6. Błękitne żagielki w Gdyni - Krzysztof Kozerski
  7. Sukces polskiej bandery - Michał Malicki
  8. Kołobrzeski "Srebrny Dzwon" z pokładu SCAMPA - Bartosz Obracaj
  9. Kronika - Zespół
  10. Okiem Prezesa - Wiesław Kaczmarek
  11. W ślizgu - Wojtek Brzozowski
  12. Zdaniem mistrza - Roman Paszke
  13. Konkurs fotograficzny 2002
  14. Sprawa katastrofy jachtu "BIESZCZADY" - Z wiceprezesem Warty rozmawia Marek Słodownik
  15. Warta na Mazurach - Z wiceprezesem Warty rozmawia Marek Słodownik
  16. Listy
  17. Najdłuższe zawody na świecie - Marek Słodownik
  18. Adriatyk niejedną ma twarz - Milka Jung
  19. Koledż na morzu - Przemysław Chylaszek
  20. Karaiby w zasięgu rejsu - Artykuł sponsorowany
  21. Po raz pierwszy na morze? Popłyń na Jońskie - Artykuł sponsorowany
  22. Teoria żeglowania - rzeczywiście od kuchni - Krzysztof Kuśmider
  23. Bavaria 50 - Paweł Wojna
  24. Bolero 850 - Jakub Koryciński
  25. S/Y SCAMP, czyli Reichel-Pugh 44 - Bartosz Obracaj
  26. Baja 25 Outlaw - Paweł Wojna
  27. Patenty, gadżety - Jakub Koryciński, Milka Jung, Krzysztof Kozerski, Paweł Wojna
  28. Koncentracja w regatach - Monika Bronicka
  29. Czy kariera instruktora się opłaca? - Milka Jung
  30. Recenzje - Milka Jung, Małgorzata Kowalczyk, Krzysztof Kozerski, Marek Słodownik
  31. Lipcowa stolica starych żaglowców - Marek Słodownik
  32. Dziś o babskim rejsie - Mirek "Kowal" Kowalewski
  33. Felieton nawietrzny - Jerzy Iwaszkiewicz

Regaty Pod patronatem "Rejsu"

Rozmiar: 11384 bajtów
Na czas regat Dezety zawładnęły akwenem

NOCNY WYŚCIG DEZET O MISTRZOSTWO POLSKI

Kiedy 10 sierpnia do portu Almaturu w Giżycku od rana spływały DEZETY z całych Mazur, wiadomo było, że impreza nie może się nie udać. Tutaj właśnie zorganizowano RUCH DEZET - I Mistrzostwa Polski w klasie DZ, regaty dla entuzjastów zanikającej w Polsce klasy. Jej historia sięga początków ubiegłego wieku, a dziś w Polsce pływa ich niewiele ponad sto.

Marek Słodownik

Do Giżycka przypływały jachty w różnym wieku i stanie technicznym, ale z prawdziwymi pasjonatami na pokładach. Żeglarze na jachtach także w różnym wieku i z różnym doświadczeniem żeglarskim, jednak wspólnym mianownikiem dla wszystkich było zamiłowanie do tej klasy jachtów i nieszablonowych pomysłów. Wiele załóg elegancko ubranych, kilka z nich specjalnie na tę okazję przygotowało własne koszulki.
Przed nimi prawdziwe wyzwanie - całodobowy wyścig na żaglach po jeziorach Kisajno, Dobskie i Dargin, bez postojów - regaty, jakich jeszcze na Mazurach nie było. Przed startem obaw nie kryli sędziowie pod kierunkiem Ani Przywary, którzy głowili się nad najlepszym projektem trasy i przede wszystkim nad zapewnieniem skutecznej asekuracji wszystkich uczestniczących w regatach jachtów. A DEZET na regaty zjechało aż 16, co zaskoczyło nawet organizatorów. Wprawdzie swój udział zapowiedziało 26 załóg, ale wiele z nich nie zdołało zapewnić transportu jachtu na Mazury z odległych nierzadko rejonów kraju, a część nie zdążyła na start.
Jednak widok kilkunastu jachtów tej klasy w jednym miejscu budził powszechne zainteresowanie tak na wodzie jak i na brzegu, gdzie zgromadził się spory tłumek kibiców. Gdy wystartowały DEZETY, to właśnie one zawładnęły akwenem. Od razu też widoczna była różnica w stanie technicznym jachtów, bo ambicję prezentowano na wszystkich pokładach zupełnie niezwykłą. Od razu na czoło wyszła najstarsza z całej stawki, 42-letnia ZAKARA z warszawskiej AWF. Mieszana załoga płynęła sprawnie systematycznie uciekając rywalom. Przez chwilę prowadziła ekipa giżyckiego COS-u, ale kontratak warszawiaków był mocny i skuteczny.
Żeglowanie w nocy wiązało się z obostrzeniami wynikającymi z zapewnieniem bezpieczeństwa. Wszystkie załogi zobowiązane były do oświetlania żagli, skrócono także trasę na tyle, że wszystkie jachty były w zasięgu wzroku ratowników Mazurskiego WOPR-u. Wiatr osłabł na tyle, że opłacało się chwilami przejść na napęd wiosłowy, ale decyzją sędziów dopuszczono tylko jedną parę wioseł, aby preferować zmagania na żaglach. Kiedy o świcie można było oglądać arenę zmagań w pełnej krasie, na Kisajnie uwijały się w różnych kierunkach tylko DEZETY.

ciąg dalszy w magazynie...

Edukacja żeglarska

AKADEMIA POD WEZWANIEM MATEUSZA KUSZNIEREWICZA

Po raz drugi już, tym razem w ośrodku Energomontaż w Pięknej Górze nad jeziorem Kisajno, odbywał się niezwykły obóz dla dzieci. Inicjatorem tego sposobu na wypoczynek jest czołowy polski żeglarz, a rzecz nazywa się Akademia Żeglarskiej Przygody Mateusza Kusznierewicza.

Rozmiar: 9025 bajtów
Pojemny i funkcjonalny Mercedes-Benz dobrze spełnił
swoje zadanie

Paweł Wojna

I jak nietrudno się domyślić, przedsięwzięcie ma charakter żeglarski, różni się jednak bardzo od setek organizowanych w kraju obozów szkoleniowych nafaszerowanych zajęciami teoretycznymi w celu podnoszenia kwalifikacji lub zdobycia stopnia w jak najkrótszym czasie.
W Żeglarskiej Akademii nie zapomniano o tym, że młodzi żeglarze to przecież dzieci, a dzieci oprócz spędzania czasu na wodzie chętnie bawią się w chowanego, grają w palanta i szukają skarbów. Zamiast wojskowego drylu i żmudnej nauki węzłów bosmańskich na czas, na czterech obozowych turnusach dzieciaki rywalizowały strzelając z łuku, jeżdżąc rowerem w tempie ślimaka czy ścigając się w skrzynkach podczas igrzysk obejmujących w sumie dziesięć dyscyplin.
Lekcją samodzielności był całodobowy wypad na wyspę "Robinsona Kruzoe", gdzie uczestnicy sami (pod okiem instruktorów) organizowali sobie wolny czas, obozowisko i nocleg w namiotach. Poszukiwanie skarbu "Von Boyena" zakopanego w giżyckiej twierdzy podniosło poziom adrenaliny w żyłach młodych odkrywców, którzy sprawiedliwie podzielili łupy w postaci aparatów fotograficznych, a złote monety odlane z czekolady jeszcze nigdy nie smakowały im tak dobrze.

ciąg dalszy w magazynie...

Regaty

Zmasowane mistrzostwa Polski w Giżycku

Rozmiar: 7292 bajtów
Walczyło w różnych klasach w sumie aż 96 załóg

Tak naprawdę były to cztery imprezy w jednym miejscu i w tym samym czasie: Mistrzostwa Polski Jachtów Kabinowych, Międzynarodowe Mistrzostwa Polski klasy MICRO, Błękitna Wstęga jeziora Niegocin w klasie Omega oraz Bursztynowa Wstęga w klasie 730. Głównym sponsorem regat i fundatorem okazałych nagród był koncern ORLEN.

Jakub Koryciński

Była to zarazem jedna z największych sportowych imprez żeglarskich mijającego sezonu, gdyż na starcie stanęło aż 96 załóg! Z uwagi na tak znaczną liczbę jachtów starty odbywały się w kilku grupach.
W przeciwieństwie do minionego roku pogoda nie całkiem dopisała i już od piątku wiatr systematycznie słabł, do tego stopnia, że wyścigi zaplanowane na niedzielę trzeba było odwołać.
W klasach turystycznych wyróżniały się trzy jachty: w T3 nowe BOLERO 805 Czarter Mariana Bełbota, w T2 Pegaz 800 z samym Adamem Orychem za sterem, a w T1 Corvette 600 ze stajni Sailor sterowana przez Wojtka Spisaka. Marian Bełbot po raz kolejny udowodnił, że jego jachty, choć nastawione na wygodę, są również najszybsze w swojej klasie. Ponoć jeszcze przed regatami miał nakleić na burcie hasło: "Zwycięzca Mistrzostw Polski Jachtów Kabinowych 2002 w klasie T3" i jak się okazało niebezpodstawnie, gdyż nawet dłuższe o metr Fortuny nie potrafiły nawiązać walki z jego BOLERO 805.
Pegaz 800 Adama Orycha zajął dopiero czwarte miejsce w T2, jednak nie sposób zwrócić uwagi, iż jacht ten nie był do regat w żaden sposób przygotowywany, no, może zdjęto tylko lazyjacka, a mimo to plasował się w czołówce, jakby nie było, mistrzostw Polski. W T1 swego rodzaju zaskoczeniem było zwycięstwo Corvette 600 LOTNA. To kolejny jacht typowo czarterowy startujący w cyklu PPJK. Co prawda do regat zdjęto reling i wypakowano sporo "gratów" z wyposażenia standardowego, ale mimo to jacht posiadał jeszcze pewną nadwagę.

ciąg dalszy w magazynie...

Regaty

Rozmiar: 12249 bajtów
Wyścig z hisorycznym żaglowcem w tle

Błękitne żagielki w Gdyni

Nad Zatokę Gdańską zjechało sto trzydzieści Optimistów z błękitnymi żaglami NIVEA. Po raz pierwszy miały rozegrać wyścigi na "słonej wodzie". W piątek 12 lipca przecięciem błękitnej wstęgi rozpoczęły się w Gdyni kolejne regaty z cyklu NIVEA Błękitne Żagle.

Krzysztof Kozerski

Gdynia powitała młodych żeglarzy przepiękną słoneczną pogodą i niezbyt silnym wiatrem. Tak też było przez wszystkie trzy dni regat.
W piątek odbył się jeden, acz bardzo emocjonujący długodystansowy wyścig o Błękitną Wstęgę Zatoki Gdańskiej. W honorowej asyście wyścigu stu trzydziestu błękitnych Optimistów szły ŁÓDKA SPORT, MK CAFE - POSTI oraz POLFA TARCHOMIN S.A. - WARTA. Było to bezprecedensowe i bardzo widowiskowe spotkanie trzech największych polskich jachtów regatowych. Ogromne jednostki tworzyły niepowtarzalne tło dla zmagań błękitnych żagielków.
Pierwszy wyścig o... "Admiral's Cup"
Optimisty wystartowały nieopodal wejścia do Basenu Jachtowego im. Mariusza Zaruskiego. Trasa wiodła wzdłuż Bulwaru Nadmorskiego i malowniczego Klifu Redłowskiego, aż do boi zwrotnej u stóp wysokiego klifu. Zaraz po starcie utworzyła się ścisła czołówka, która szybko oderwała się od reszty stawki. Do mety prym wiedli zawodnicy z WTR Węgorzewo. Na boi zwrotnej pierwsze miejsce wywalczył Kajetan Krupa i już do mety nie dał sobie odebrać prowadzenia, stale powiększając przewagę nad resztą stawki. W główkach Basenu Jachtowego, gdzie znajdowała się meta, rozciągnięta była błękitna wstęga, którą "przeciął" zwycięzca. W niedzielę, podczas uroczystości zakończenia regat, Kajetan otrzymał puchar z rąk Rektora Akademii Marynarki Wojennej, kontradmirała Antoniego Komorowskiego. Uczestnicy regat, rodzice i trenerzy żartobliwie nazwali zdobywcę tego trofeum triumfatorem "Admiral's Cup".
A w tle reje DARU POMORZA i sylwetka BŁYSKAWICY
Sobotnie i niedzielne wyścigi rozegrano w nie mniej widowiskowej scenerii, w reprezentacyjnym Basenie Prezydenta, nieopodal DARU POMORZA i BŁYSKAWICY. Niecodziennie zdarza się okazja, aby podziwiać sto kilkadziesiąt błękitnych żagielków na tle tych historycznych jednostek.
W sobotę odbyły się trzy wyścigi, w niedzielę dwa. Wszystkie dostarczyły młodym żeglarzom i tysiącom zgromadzonych na nabrzeżu kibiców mnóstwo emocji. Z wysokiego pokładu DARU POMORZA, z którego jak na dłoni widać było akwen regat, sytuację na trasie profesjonalnie komentował nasz redakcyjny kolega, Mirek "Kowal" Kowalewski, wspierany przez aktorkę Monikę Stasiak. Dzięki temu nawet nie związani z żeglarstwem przechodnie mogli zorientować się, co dzieje się na wodzie i chętnie przyłączali się do tłumów kibiców.

ciąg dalszy w magazynie...

Regaty Newport Bermuda 2002

SUKCES POLSKIEJ BANDERY

W znanych regatach Newport-Bermuda po raz pierwszy w 96-letniej historii tego wyścigu wzięła udział jednostka pod biało-czerwoną banderą. INESSA II od razu pierwsza, z dużą przewagą zameldowała się na mecie w klasie XI. Ale jeszcze czyhały przeliczniki...

Michał Malicki

Rozmiar: 9402 bajtów
W Golfstromie

Regaty Newport-Bermudy są najważniejszym wydarzeniem żeglarskim na wschodnim wybrzeżu USA. Uczestniczą w nich jachty pełnomorskie o długości kadłuba od 34 stóp (ok. 11,5 m). W regatach tych obowiązuje zakaz reklamowania. Brak wielkich pieniędzy z zewnątrz sprawia, że w Newport Bermuda Race mniej liczy się sprzęt, a bardziej ludzkie umiejętności.
Organizatorami są Cruising Club of America i Royal Bermuda Yacht Club. Pierwszy wyścig odbył się w 1906 roku. Od roku 1926 regaty są rozgrywane w latach parzystych (przerwa na II wojnę światową) i ściągają żeglarzy i jachty z całego świata.
Trasa długości 635 Mm zaczyna się w Newport na Rhode Island w ujściu zatoki Narrangasett, a kończy przy St. David's Head na północno-wschodnim cyplu Bermudów w zachodniej części Północnego Atlantyku. Na drodze regat jest Golfstrom (Prąd Zatokowy) - nieprzewidywalny, powikłany prąd oceaniczny, który płynie z Zatoki Meksykańskiej ku Europie i oddziela wody tropikalne od Północnego Atlantyku.
W tym roku jachty wyruszyły na trasę 14 czerwca, a oficjalne zakończenie regat odbyło się 22 czerwca.
Jacht INESSA II
to 44-stopowy Jeanneau, należący do Krzysztofa Grubeckiego, mieszkającego od 10 lat w Nowym Jorku. Krzysztof specjalnie zarejestrował INESSĘ II w Polskim Związku Żeglarskim i w ten sposób w regatach Newport-Bermuda po raz pierwszy w 96-letniej historii tego wyścigu wzięła udział jednostka pod biało-czerwoną banderą. Armator i kapitan w jednej osobie zaczął przygotowywać swój jacht jeszcze w grudniu 2001, przy dużej pomocy polonijnej załogi.
Ekipa z Polski nie pojawiła się przypadkowo. Krzysztof, Marek, Michał, piszący te słowa, oraz mój brat Piotr jesteśmy kolegami z jednej z najbardziej nietypowych szkół: w roku szkolnym 1983/84 byliśmy uczniami pierwszej "Szkoły pod żaglami" zorganizowanej przez kpt. Krzysztofa Baranowskiego na pokładzie żaglowca POGORIA. Załogę uzupełnili żeglarze polonijni, wytypowani i sprawdzeni przez kapitana wcześniej w wielu regatach.

ciąg dalszy w magazynie...

Regaty

Kołobrzeski "Srebrny Dzwon" z pokładu SCAMPA

Szybki wgląd w listę startową XXV Regat "SREBRNY DZWON", rozgrywanych w połowie lipca w Kołobrzegu, i wiadomo już, że rywalizacja będzie ostra. W naszej klasie (jachty duże formuły IMS) oprócz utytułowanej ŁÓDKI SPORT i gdyńskiego NAUTICUSA, jeszcze szybki ZOLTAR. Rywale jak na pierwszy start wymagający i niestety, w większości ze znacznie lepszymi od nas przelicznikami.

Bartosz Obracaj

Pierwszego dnia regat z powodu silnego wiatru, aż do późnego popołudnia nie możemy wyjść z portu. W końcu jednak wiatr słabnie i Sędzia Główny ("Zyga" Perlicki) puszcza pierwszy wyścig. Po ostrym zamieszaniu na starcie, krótką trasę "góra-dół" pokonujemy bardzo sprawnie i na mecie meldujemy się tylko za ŁÓDKĄ. Niestety, pozostali rywale finiszują niedługo po nas. W tym wyścigu udaje nam się przeliczyć tylko ŁÓDKĘ.
Rozmiar: 11275 bajtów
ŁÓDKA SPORT była dla nas równorzędnym rywalem
Mimo późnej pory i słabnącego wiatru przed nami kolejny start. I tym razem emocji nie brakuje. Jarek Kaczorowski na ŁÓDCE żegluje bardzo ostro i udaje mu się "wypchnąć" nas na trasę przed sygnałem. Powracamy za linię i skoncentrowani w pogoni za rywalami kończymy wyścig z jeszcze lepszym czasem niż poprzedni. Znowu wyprzedza nas tylko ŁÓDKA, ale teraz nasza przewaga nad pozostałymi dwoma rywalami jest już znaczna. Po pierwszym dniu regat jesteśmy więc na trzecim miejscu, co ważne, przed ŁÓDKĄ i z niewielką tylko stratą do NAUTICUSA. Na czele pozostaje ZOLTAR. Pierwszy krótki wyścig kolejnego dnia imprezy ma przebieg podobny do poprzednich. W czołówce o pierwszą pozycję walczą nasz SCAMP i ŁÓDKA. NAUTICUS i ZOLTAR uwikłani w bezpośredni pojedynek zostają gdzieś w tyle. Dla nas to dobry scenariusz. Na mecie wszyscy wpatrują się w stopery... Kolejny raz przeliczamy ŁÓDKĘ, ale nie wiemy jeszcze, czy uda nam się przeliczyć pozostałe konkurujące jachty.
Krótko potem kulminacyjny najdłuższy wyścig regat. Wiatr coraz bardziej słabnie i kręci. Już na pierwszym górnym znaku mamy sporą przewagę nad NAUTICUSEM i ZOLTAREM, a niedaleko przed nami ŁÓDKA znika we mgle. Rozpoczyna się prawdziwa rywalizacja, gdy w słabiutkich szkwałach wszyscy szukają najlepszego rozwiązania. Nasz skipper"Muzyk" lubi takie warunki, więc i tym razem odskakujemy rywalom. Dźwięki trzeszczącego olinowania naszego bezpośredniego rywala zbliżają się, więc chyba rzeczywiście zmniejszamy odległość. I tak już zostaje do końca wyścigu. Walcząc w deszczu o każdy metr, finiszujemy z bardzo dobrym czasem na drugim miejscu, a po przeliczeniu wygrywamy zdecydowanie. Radość na pokładzie ogromna!

ciąg dalszy w magazynie...

Zdaniem mistrza

Zas... Mazury

Roman Paszke

Kilkugodzinna jazda samochodem mojego niemieckiego brata od granicy w Kołbaskowie na Mazury obfitowała w spontaniczne okrzyki jego dzieci, które widziały bociany, zające i inne czworonogi (w Sopocie to nawet stadko dzików na ulicy!). Skarżyły się, że znowu im w te polskie obrazki w niemieckiej szkole nie uwierzą.
Bratowa, która nie zna polskiego, zwróciła uwagę na stojące w dużej ilości tablice z napisem OKNA. Po pewnym czasie zapytała brata, co to tak często znaczy OKNA. "Fenster", odpowiedział brat. "O to musi być bardzo duże zapotrzebowanie" - zauważyła. Po kilku godzinach zobaczyła dziwny do wypowiedzenia napis PARAPETY. "Was is das PARAPETY?". "Fensterbretter", odpowiedział brat. "O, to mądry człowiek, wszyscy sprzedają okna, a tylko on jeden parapety" - zauważyła.
Dzieci moczyły później nogi podczas żeglugi moim jachtem na Bełdanach i rozglądały się za płetwami rekinów. Ostatnio pływały na Key West i tam je często ostrzegano, by nie moczyć nóg w wodzie, bo to przysmak rekinów.
Przeprowadzałem mój DAR SZMAGAŁY z Giżycka do Letniego Ogrodu samotnie. Trochę niepewnie, ponieważ pierwszy raz w życiu byłem na Wielkim Mazurskim Szlaku. Pod koniec jeziora Niegocin skróciłem sobie nieco drogę "ścinając" dwie ostatnie boje i... utknąłem na mieliźnie. Próba zejścia z piasku tylko przy pomocy silnika nie powiodła się. Włączyłem "wsteczny" i wszedłem do wody. Spychałem mój ciężki klasyczny kadłub, który nagle otrzymał przysłowiową stopę wody pod kilem i... ruszył. Do tyłu, co dla mnie i tak nie miało znaczenia. Wyglądałem dość żałośnie przez dwie sekundy. Na szczęście rozpaczliwa próba dostania się na pokład powiodła się. Już miałem przed oczyma oddalający się na wstecznym mój żaglowiec i siebie stojącego po szyję w wodzie.
Uff, konkurencyjne, lecz w dalszym ciągu ulubione przeze mnie "Żagle", miałyby być może wesoły temat. Samotny jacht na wstecznym wracający do Giżycka i Paszke zanurzony przez tydzień po szyję w wodzie, jak go Pan Bóg stworzył.

ciąg dalszy w magazynie...

Wydarzenia

Sprawa katastrofy jachtu BIESZCZADYprzed Odwoławczą Izbą Morską

W lipcowym numerze "Rejsu" informowaliśmy o decyzji, Odwoławczej Izby Morskiej w sprawie katastrofy jachtu BIESZCZADY, który zatonął 10 września 2000 r. po zderzeniu z gazowcem LADY ELENA. Zginęło wtedy siedmiu żeglarzy. Przedstawiamy uzasadnienie orzeczenia Izby

Marek Słodownik

Przypomnijmy, że na posiedzeniu w dniu 13 czerwca Izba Odwoławcza uchyliła krzywdzące dla strony polskiej orzeczenie poprzedniej instancji przypisujące 70% winy za wypadek jachtowi, 30% zaś statkowi LADY ELENA.
W swojej decyzji Odwoławcza Izba Morska oparła się na "Opinii w sprawie rekonstrukcji zderzenia jachtu BIESZCZADY z gazowcem LADY ELENA". Ten kilkunastostronicowy, bardzo rzeczowy dokument, autorstwa kpt. ż. w. Marka Błusia został sporządzony na zlecenie Centrum Wychowania Morskiego ZHP, armatora staranowanego jachtu BIESZCZADY. W swojej "Opinii ..." kpt. Błuś wytknął Izbie Morskiej pierwszej instancji wiele niedokładności i ignorowanie niektórych faktów. Zdaniem Błusia, Izba Morska błędnie zrekonstruowała drogi statków w czasie poprzedzającym kolizję na Morzu Północnym.
Jednym z najcięższych zarzutów stawianych IM (której przewodził sędzia Ryszard Kopicki), jakie znajdujemy w "Opinii ...", brzmi: "Wydaje się, że prędkości i przyspieszenia przyjęte w rekonstrukcji (kolizji jachtu i gazowca - red.) nie są oparte na dowodach i nie są realistyczne - najprawdopodobniej starano się dopasować je do scenariusza zdarzeń przedstawionego przez wachtowych z LADY ELENA". Dalej w rozdziale dotyczącym hipotetycznej rekonstrukcji kolizji czytamy, że "Izba w swoim uzasadnieniu nie ustosunkowała się do tego zeznania (uratowanej żeglarki z BIESZCZAD -red.)". Błędnie interpretowano także zeznania członków załogi gazowca LADY ELENA. Są to zarzuty poważne. Nasuwa się wniosek, że IM nie była bezstronna i z góry potraktowała żeglarzy jako niekompetentne osoby, które przeszkadzają zawodowym marynarzom w wykonywaniu ich pracy.
Izba Odwoławcza uchyliła orzeczenie IM jako pełne luk i ponownie rozpatrzy okoliczności tragedii. M.in. podkreślono nieodzowność ustalenia indywidualnej odpowiedzialności za wypadek. Jak argumentował sędzia Andrzej Chmielewski: "U podstaw konieczności wskazania w orzeczeniu osoby lub osób, jej lub ich zachowania się pozostającego w związku z przyczynowym z wypadkiem, leży wzgląd na prewencję ogólną, to jest zapobieganie wypadkom. Unaocznia bowiem innym osobom, w szczególności pełniącym takie same funkcje na statkach, jakie zachowanie się jest niewłaściwe".

ciąg dalszy w magazynie...

Regaty

NAJDŁUŻSZE ZAWODY NA ŚWIECIE

Around Alone to najstarsze regaty wokółziemskie samotnych żeglarzy, a reklamowane są też jako najdłuższa impreza sportowa na świecie. Obecna edycja to już szóste zmagania najlepszych żeglarzy z trasą wiodącą wokół trzech przylądków, ale z postojami.

Marek Słodownik

Rozmiar: 13062 bajtów
Thierry Dubois na starym jachcie w nowych barwach

Po zmianie właściciela imprezy i przenosinach portu startu i mety z Charleston do Newport wydawało się, że regaty nabiorą rozmachu, ale niestety, nie znaleziono sponsora strategicznego i w konsekwencji na starcie zobaczymy niewiele gwiazd. Na liście startowej znalazło się ostatecznie 18 żeglarzy z 13 krajów, w tym 7 w klasie I i 10 w klasie II. Jeden żeglarz zgłosił się do klasy Venture i jeśli tylko dopłynie, to zwycięstwo ma w kieszeni.
W szranki stanie także jedna kobieta, tym razem jest to Brytyjka Emma Richards, która ma za sobą starty w regatach atlantyckich, ale dla której będzie to pierwsza wokółziemska podróż.
Wiosną zmieniono port startowy z Newport na Nowy Jork, a etap pomiędzy tymi miastami traktowany będzie jako prolog nie liczący się w klasyfikacji. W efekcie takiego rozwiązania rekordy ustanowione podczas regat nie będą mogły być ratyfikowane, ponieważ wymogiem Światowej Rady Rekordów Żeglarskich jest, aby regaty zaczynały się i kończyły w tym samym porcie.

ciąg dalszy w magazynie...

Nasz rejs

Koledż na morzu

Powoli zbliżamy się do Kuby. Na jachcie panuje podniecenie. Nie jesteśmy pewni, jak nas przyjmą celnicy i władze w Hawanie.

Przemysław Chylaszek

Na szczęście obywa się bez większych problemów, tylko każde wyjście "na miasto" trzeba zgłaszać u strażników siedzących obok jachtu przez całą dobę i przechodzić przez wykrywacz metalu.
Stara Hawana urzeka nas piękną architekturą, samochodami z lat '50 i panującym na ulicach spokojem. Z drugiej strony kłują w oczy zaniedbane budynki, obskurne bary i sklepy, oraz długie kolejki. Komunizm rozgościł się tutaj na dobre i widać to na każdym kroku.
Rozmiar: 11728 bajtów
W Kanale Panamskim. Wejście do śluzy.
Właśnie kończy się mój kontrakt. Spacerując po uliczkach stolicy Kuby, z zachwytem patrzę na błyszczące lakierem stare Fordy, Oldsmobile, Buicki, o kształtach wprost z serialu "Crime Story". Wspominam, jak to się stało, że przyleciałem do San Juan w grudniu 2001r. i zostałem bosmanem na kolejnym wspaniałym żaglowcu.
Jak się zaokrętowałem?
Chyba mogę mówić o szczęściu, gdy jesienią 2001r. dowiedziałem się, iż na statku kanadyjskiej szkoły pod żaglami S/V CONCORDIA poszukują bosmana. Wymagania były jasne: młody, z praktyką, najlepiej z wykształceniem pedagogicznym. No i oczywiście mówiący dobrze po angielsku. Zgłosiłem się i przyjęli mnie! Ale jeśli kiedykolwiek myślałem, że coś umiem, to praca na CONCORDII zdecydowanie zweryfikowała moje poglądy. Przede wszystkim nie jest to jacht typowo czarterowy. Jest to 57-metrowa trzymasztowa barkentyna, zbudowana w 1992r. w Szczecinie. Wewnątrz znajdują się klimatyzowane, wyposażone w prysznic, umywalkę oraz ubikacje 4-osobowe kabiny dla studentów i 2-osobowe dla załogi stałej i nauczycieli. Na jachcie może przebywać maksymalnie pięćdziesięciu uczniów. Oprócz miejsca budowy, jedyne, co łączy ten statek z naszym krajem, to polska załoga zawodowa: kapitan, dwóch oficerów, dwóch mechaników i bosman. Jacht należy do West Island College z siedzibą w Montrealu. Na jego pokładzie przez 10 miesięcy w roku pływa i uczy się 17-19-letnia młodzież z Kanady i USA, która realizuje program na poziomie college'u. Poza lekcjami, klasówkami, egzaminami, każdy student codziennie musi przepracować minimum 2 godziny z bosmanem na tzw. wachtach dziennych - "daywatch-ach".

ciąg dalszy w magazynie...

Czartery

Rozmiar: 9899 bajtów
Żeglarski raj - brytyjskie Wyspy Dziewicze

KARAIBY W ZASIĘGU REJSU

Karaiby, wyspy leżące po drugiej stronie Atlantyku, są dzisiaj żeglarskim rajem dla setek jachtów z Europy i Stanów Zjednoczonych, przybywających po słońce, wspaniały wiatr, piękne plaże. Firma GlobTourist organizuje rejs transatlantycki, którego celem są wyspy karaibskiego archipelagu. Możesz wziąć w nim udział!

Piotr Banach

Karaiby najpiękniejsze są w okresie od grudnia do maja, kiedy to w Europie panuje zima. Żeglarze cenią sobie przede wszystkim ustabilizowaną pogodę charakteryzującą się stałymi wiatrami z kierunków wschodnich, temperaturą powietrza w granicach 25-30 stopni Celsjusza, znakomitą czystą wodę, wspaniałą podwodną faunę. Właściwy sezon na Karaibach zaczyna się w początkach grudnia, kiedy kończy się okres huraganów, a jachty napływają z Europy wraz z dobroczynnym pasatem, zaś kończy się w maju.
Wyspy archipelagu dzieli się na tzw. Leeward (zawietrzne) i Windward (nawietrzne). Wyspy zawietrzne to między innymi St. Maarten, Antigua, Guadeloupe, Dominica. Zawietrzne to Martynika, St. Lucia, Barbados, St. Vincent Grenada. Żeglowanie na Karaibach jest nadzwyczaj proste. Odległości między wyspami nawietrznymi i zawietrznymi zazwyczaj nie przekraczają kilkudziesięciu mil. Wspaniały pasat pozwala żeglować między nimi kursami wolnymi do półwiatrów. Trzeba pamiętać, że między wyspami wiatr może być większy, a fale wyższe, bowiem schodzą one prosto z oceanu. Wiatr w sezonie rzadko przekracza prędkość 25 węzłów zazwyczaj oscylując, między 15-25, co w skali Beauforta odpowiednio wynosi 4-6 stopni. Wszystkich wysp z ich najbardziej atrakcyjnymi zakątkami nie sposób jest opisać. Naprawdę warto odwiedzić Karaiby. Żeglarze, którzy chociaż raz tam byli marzą, aby wrócić tam ponownie. Wielu z nich pozostało tam na stałe lub na długie lata.
Popłyń w rejs transatlantycki!
Wyspy Karaibskie są piękne, ale oddziela nas od nich ocean. Nasunęło to pomysł zorganizowania rejsu dookoła Atlantyku. Mogą w nim wziąć udział wszyscy chętni (w kolejności zgłoszeń, ilość miejsc ograniczona). Uzupełnieniem tej wyprawy będzie odcinek śródziemnomorski z trasą ze Splitu do Gibraltaru z możliwością odwiedzenia Sycylii, Sardynii oraz archipelagu Balearów. Podczas przejścia przez Atlantyk planowane są przerwy na Maderze, na Wyspach Kanaryjskich oraz na Wyspach Zielonego Przylądka. Cały rejs planowany jest na około sześć miesięcy. Okres ten będzie podzielony na etapy o różnej długości trwania od jednego do sześciu tygodni. Dzięki wielkiej różnorodności odwiedzanych rejonów każdy miłośnik przygody może coś dla siebie znaleźć. Odcinek europejski to możliwość odwiedzenia kilku państw powszechnie uznawanych za atrakcyjne turystycznie, przeprawa przez Atlantyk to wyzwanie dla każdego żeglarza, dni spędzone po drugiej stronie oceanu bez wątpienia pozostawią niezapomniane wrażenie. Załogi żeglujące po Wyspach Karaibskich wymieniać się będą drogą lotniczą.

ciąg dalszy w magazynie...

Czartery

PO RAZ PIERWSZY NA MORZU? POPŁYŃ NA JOŃSKIE

Bardzo wielu z nas wciąż obawia się wypłynięcia na nieco szersze wody, więc rok po roku wybieramy się na Mazury, by cierpliwie halsować od szuwaru do szuwaru. Tymczasem ciepłe morza są w zasięgu ręki, zwłaszcza że konkurencja na rynku spowodowała, że usługi czarterowe stały się dostępne dla wielu z nas. Trzeba tylko podjąć decyzję. A moment jest odpowiedni, bo właśnie wczesną jesienią na akwenach śródziemnomorskich jest najprzyjemniej...

Artykuł sponsorowany przez T.I.G.A Yacht

Rozmiar: 9405 bajtów
Jedna z licznych jaskiń w klifach Paxos

Wybierając się po raz pierwszy na morze będziemy raczej poszukiwali rejonu żeglugi zapewniającego atrakcyjne, lecz bezstresowe spędzenie urlopu. Jaki będzie więc odpowiedni dla mazurskiego szuwarowca akwen?
* Niezbyt odległy od Polski, z dobrą komunikacją, zapewniającą szybki i niezbyt drogi dojazd i powrót - szkoda urlopu i pieniędzy.
* Bezpieczny, gwarantujący zawsze bliskość portu schronienia i pozwalający na uniknięcie żeglugi nocnej - na początek będziemy się czuli najlepiej pływając "po mazursku", od portu do portu, w niewielkiej odległości od brzegu, najlepiej po osłoniętych wodach, bez wysokiej fali i bez silnych wiatrów.
* Atrakcyjny turystycznie - będziemy chcieli mieć co wspominać i opowiadać po powrocie.
* Charakteryzujący się dobrymi warunkami klimatycznymi - słońce, ciepła i czysta woda, umiarkowane wiatry i ciepłe noce.
* Z dobrze rozwiniętą infrastrukturę brzegową - nie będziemy chcieli kilometrami szukać czynnego bankomatu, otwartego punktu wymiany walut czy - nie daj Boże - apteki lub gabinetu lekarskiego.
* Powinien oferować zdrowe, urozmaicone, smaczne i niedrogie wyżywienie - dobrze by też było, by wino i piwo było dobre i tanie.
* Powinny na nim działać wiarygodne firmy czarterowe, dysponujące jachtami w dobrym stanie technicznym i dostosowanymi do naszych potrzeb.
Popularna jest Chorwacja. "Bo to najbliżej, bo to tylko Adriatyk, bo będzie niedrogo." Jednak na pierwszy morski rejs lepsze będą wody greckie. Wybrzeże Chorwacji nie jest najłatwiejsze pod względem nawigacyjnym. Pogoda nie jest tam tak stabilna jak na niektórych innych wchodzących w grę akwenach. Szczególnie groźne dla żeglarzy bez morskiego doświadczenia są nieprzewidywalne wiatry spadowe (Bora), a także zdarzające się gwałtowne burze. Warto więc poszukać innego, lepszego dla naszych celów akwenu. Zapewne w Grecji, bo tam, spośród krajów Unii Europejskiej, jest również najtaniej.
Na początek - Morze Jońskie
Na wodach oblewających Grecję można wyróżnić sześć głównych akwenów czarterowych: Wyspy Jońskie, rejon zatok Sarońskiej i Argolidzkiej, Północne Sporady, Wschodnie Sporady, Cyklady i Dodekanez. Spośród tych akwenów rejon Wysp Jońskich w szczególny sposób nadaje się do zrobienia pierwszych kroków na morzu.
Po pierwsze i przede wszystkim: Morze Jońskie jest powszechnie uważane za najbezpieczniejszy akwen morski Europy i jeden z najbezpieczniejszych na świecie. Pogoda w tym rejonie charakteryzuje się niezwykłą wręcz stabilnością. W sezonie żeglarskim, trwającym od początku maja do końca października wiatr zrywa się około południa, przeważnie z północnego zachodu, wzmaga się po południu, rzadko osiągając siłę przekraczającą 4 stopnie w skali Beauforta i cichnie z zachodem słońca. Praktycznie wiatr zdatny do żeglugi wieje przez pięć do siedmiu godzin dziennie, co w zupełności wystarcza na pokonanie kilku lub kilkunastomilowych odcinków pomiędzy kolejnymi portami schronienia.
Archipelag rozciąga się południkowo wzdłuż zachodniego wybrzeża Grecji w minimalnej odległości od stałego lądu. Praktycznie przez cały czas żeglujemy tam po wąskim stosunkowo pasie wody pomiędzy wyspami a kontynentem, rzadko mając więcej niż milę do brzegu. Nie jesteśmy tu narażeni na rozkołys - fala rzadko przekracza wysokość kilkudziesięciu centymetrów. W południowej części archipelagu wyspy rozrzucone są nieco szerszym łukiem, gęsto otaczając połać wody o rozmiarach około dwadzieścia na czterdzieści mil morskich, usianą gęsto mniejszymi wyspami i wysepkami, zwaną Morzem Wewnętrznym. Tu poczujemy się zupełnie jak na Mazurach: z każdej strony widać w pobliżu brzeg.
Na obszarze archipelagu i przyległego wybrzeża Grecji kontynentalnej znajduje się około pięćdziesięciu portów dostępnych dla jachtów o zanurzeniu do dwóch metrów i dziesiątki kotwicowisk położonych w osłoniętych zatoczkach. To wszystko na akwenie rozciągającym się zaledwie na sto trzydzieści mil morskich. Nic więc dziwnego, że Morze Jońskie jest akwenem, na którym żeglarze z całej Europy chętnie rozpoczynają swoją przygodę z morzem.

ciąg dalszy w magazynie...

Jacht do czarteru

Bavaria 50

Rozmiar: 11235 bajtów
Czarter przy 10-osobowej załodze nie wypada drogo

Największy z serii. Wszechobecny na południu Europy. Poprzez liczne firmy czarterowe zadomowił się na stałe w portach Chorwacji, Włoch, Grecji, obecny również u wybrzeży Francji, Anglii, Hiszpanii i własnej ojczyzny na Morzu Północnym.

Paweł Wojna

Powodem dużej liczby tych jachtów w służbach czarterowych jest niska cena zakupu (w porównaniu do innych jednostek tej wielkości), dużo komfortu i solidne wykonanie pozwalające na wieloletnią bezawaryjną eksploatację.
Pokład tradycyjnie pokryty jest teakiem. Do standardu należy genua wyposażona w roller. Na życzenie pełnolistwowy grot z lazy Jackiem lub grot z rollerem w maszcie za 3500 DM. Elektryczna winda kotwiczna, samozaciskowe kabestany. Z ciekawostek - pokładowy prysznic z ciepłą i zimną wodą, W kokpicie, do którego sprowadzone jest olinowanie, dwa koła sterowe dla lepszej widoczności i konsola wyposażona w niezbędną elektronikę. Kadłub warstwowy z pianką wewnątrz i kevlarowe wzmocnienia jak w innych modelach. Pod spodem żeliwny balast o wadze 4200 kg.
Dziesięć wygodnych koi, w tym trzy dwuosobowe ,nie licząc kanapy w salonie, na której my zmieścilibyśmy pewnie jeszcze czterech rodaków. Trzy łazienki - dwie z prysznicami. Sprzęty kuchenne ze stali kwasowej i całość wykończona mahoniem. Dodatni moment prostujący do ponad 120°. Kąt martwy w żegludze na wiatr niespełna 70°. Dopuszczony do żeglugi oceanicznej - bez ograniczeń. Cena zakupu takiego jachtu u sąsiadów to tylko 255.000 euro. Wyczarterować można go już za 2600 euro tygodniowo, co nietrudno przeliczyć na osobę w dziesięcioosobowej załodze, planującej urlop na Adriatyku.
Dane techniczne:
Długość 15,43 m
Szerokość 4,55 m
Zanurzenie 1,60 m lub 2,00 (wersja druga)
Silnik Volvo turbo diesel 78 KM
Pojemnik na wodą 700 l
Zbiornik paliwa 270 l
Powierzchnia genui 67,00 m2
Powierzchnia grota z listwami 48,00 m2
Powierzchnia grota z rollerem 41,50 m2
Wysokość masztu ponad linią wodną 19,83 m

Konstrukcje

BOLERO 805

Miał to być jacht zarówno wygodny w czarterze, łatwy w obsłudze, jak i zdolny wygrywać wszystkie regaty w klasie T3 z jachtami dłuższymi...

Jakub Koryciński

Gdy Marian Bełbot bogatszy o zeszłoroczne doświadczenia regatowe na Tango 760 Czarter zamawiał u Andrzeja Skrzata nowy jacht, postawił przed konstruktorem bardzo ambitne założenia. Miał to być jacht zarówno wygodny w czarterze, łatwy w obsłudze, jak i zdolny wygrywać wszystkie regaty w klasie T3 z jachtami dłuższymi o ponad półtora metra, jak np.: Fortuna 29. Wysokość w kabinie miała mieć 1,85 m, a cztery podwójne koje - długość ponad 2m. Jednocześnie zwrotność BOLERA 805, mimo jego rozmiarów, miała pozwalać na łatwe cumowanie w najciaśniejszych mazurskich portach.
Pierwsze wrażenia, czyli Mistrzostwo Polski w klasie T3 na dobry początek
Rozmiar: 10985 bajtów
Dzięki praktycznemu stojakowi w kokpicie nawet przy
najostrzejszym kursie piwo jest zawsze pod ręką,
a po regatach można zamontować stolik
Premiera jachtu miała miejsce 20 lipca podczas tegorocznych Regat Jachtów Turystycznych i Wielokadłubowych o Puchar Miesięcznika Rejs w Mikołajkach. I jak mieliśmy okazję się przekonać, założenia konstrukcyjne zostały w całości spełnione, a jacht wygrał regaty w grupie OPEN wyprzedzając przystosowane do turystyki Jody 24, GINy i Aeroskrzata. Równie dobre wyniki odnotował podczas Mistrzostw Polski Jachtów Kabinowych, które odbyły się w dniach 25-28 lipca w Giżycku. BOLERO 805 Czarter nie dał szans rywalom w klasie T3, a przy sprzyjającym wietrze dochodził nawet startujące o 5 minut wcześniej MICRO!
Drewno, styl i wysoki standard
Zgodnie z założeniami w kabinie nie znajdziemy żadnych laminatowych wkładek, lecz wyłącznie drewno, sklejkę i miękkie wykładziny - tym mają wyróżniać się wszystkie jachty z serii BOLERO 805 Czarter. Starannie wykończone szuflady i krawędzie jaskółek nadają wnętrzu smaku i przytulności, a miękkie obicia podsufitki doskonale izolują zarówno od letniego upału, jak i październikowych przymrozków.
Jacht prowadzi się łatwo, właściwie do jego prowadzenia wystarczy jedna dobrze opływana osoba oraz ktoś do rzucania cumy i podawania kawy. Miejsca zarówno w kabinie jak i na pokładzie wystarczy dla ośmiu osób. Boczne koje są rozkładane (długość 2m). Koja dziobowa ma 2,5 m długości i ponad 2m szerokości, a rufowa, o wymiarach 1,15 x 230 m, dzięki wysoko umieszczonemu kokpitowi sprawia miłe wrażenie przestronności. Być może brakuje tu trochę elektrycznej wyciągarki do miecza i stawiania masztu, choć odpowiednie przełożenia i doskonałe kabestany ze specjalną prowadnicą i zaciskiem do lin w znacznym stopniu niwelują te braki. Za to ważnym atutem jest możliwość bezstresowego kładzenia i stawiania masztu nawet na rozfalowanym jeziorze, co uzyskano dzięki dodatkowym wantom stabilizującym. Także refowanie grota może wykonać jedna osoba, i to bez wychodzenia z kokpitu.
Doskonała "maszyna regatowa", spełniająca jednocześnie wszystkie wymogi wygodnego i praktycznego jachtu do czarteru.
DANE TECHNICZNE
Długość 8,05 m
Szerokość 3 m
Wysokość w kabinie 1,85 m
Zanurzenie 0,35-1,6 m
Ilość koi 4 x 2
Masa całkowita 2200 kg
Masa miecza 220 kg
Powierzchnia żagli 31 m2
WERSJA REGATOWA Od wersji podstawowej różni się masą zwiększoną do 2400 kg oraz powierzchnią żagli zwiększoną do 39,5 m2. Oznacza to, że osiągi jachtu mogą być jeszcze poprawione, gdyż do ścigania się w klasie T3 PPJK wystarczy przy tej powierzchni żagla masa minimalna rzędu 2310 kg.

ciąg dalszy w magazynie...

Konstrukcje

Rozmiar: 9794 bajtów
Rasowa jednostka

S/Y SCAMP, czyli Reichel-Pugh 44

Choć od wodowania tej jednostki w amerykańskiej stoczni Esprit Racing Yacht w San Diego minęło już 16 lat, s/y SCAMP (Łobuziak) to wciąż rasowa pełnomorska "wyścigówka". Polski prywatny inwestor na początku tego roku sprowadził jacht do Polski. Teraz SCAMP jest jednostką treningowo-szkoleniową zespołu SCAMP TEAM POLAND.

Bartosz Obracaj

HISTORIA
Jacht powstał w 1986 roku jako 44-stopowy, największy w owym czasie, przedstawiciel bardzo popularnej za oceanem konstrukcji Reichel-Pugh. Po krótkim okresie prób pełnomorskich, jacht ruszył na regatowe trasy. W 1987 pod nazwą SIDEWINDER, wziął udział w prestiżowych regatach Admiral's Cup. Dowodzona przez Johna Bertranda jednostka, bez trudu pokonała wszystkich rywali w swojej klasie. Sukces zainspirował właścicieli do ambitniejszych przedsięwzięć. Wybór padł na jednego z żeglarskich klasyków - regaty Sydney-Hobart. Konstrukcja sprawdziła się znakomicie w trudnych warunkach pogodowych panujących na trasie, lecz niestety tym razem nie osiągnęła punktowanego miejsca. Niedługo potem jacht powrócił do USA, startując odtąd regularnie w San Francisco Big Boat Series, cyklu popularnych regat formuły IMS. Po kilku latach intensywnych startów i licznych oceanicznych rejsów (w tym dwa transatlantyckie przeloty do Europy) jacht, już pod nazwą SCAMP, mimo że wciąż w bardzo dobrym stanie technicznym, powoli schodził z regatowej sceny w USA. Przed zapomnieniem uratował go polski prywatny inwestor, który zakupił go na początku tego roku i sprowadził do Polski. Teraz SCAMP jest jednostką treningowo-szkoleniową zespołu SCAMP TEAM POLAND.
KONSTRUKCJA
Reichel-Pugh 44 to węglowo-kevlarowa konstrukcja, przeznaczona do regatowych pływań pełnomorskich i oceanicznych. Z ogólnej masy prawie 7 ton ponad jedna trzecia przypada na ołowiany balast, umieszczony w głębokiej i smukłej płetwie kilowej. Przy znacznych rozmiarach ożaglowania (ponad 100m2 na wiatr), takie proporcje masy kadłuba są niezbędne do osiągnięcia prawidłowych zachowań jachtu na wodzie.
Płaski pokład i sporych rozmiarów kokpit, jest miejscem pracy 11-osobowej załogi. Wszystkie liny służące do stawiania i trymu żagli sprowadzone są właśnie tutaj. Załoga ma do dyspozycji 8 wielobiegowych kabestanów, klasycznego typu. Jachtową elektronikę tworzy rozbudowany system Ockam, z repetytorami umieszczonymi pod bomem, w kokpicie i na rufie. Spartańskie wnętrze, z ograniczoną do minimum przestrzenią mieszkalną, podkreśla sportowy charakter jachtu. Napędem pomocniczym SCAMPA jest silnik Diesla Westerbeke o mocy 52 KM. Wyposażenie i bardzo dobry stan techniczny jednostki pozwalają na efektywną i bezpieczną żeglugę po wszystkich akwenach morskich, bez ograniczeń ze względu na siłę wiatru i stan morza.
DANE TECHNICZNE:
Długość całkowita 13,46m
Szerokość 4,36m
Zanurzenie 2,81m
Rok budowy 1986

Szkolenia, egzaminy

Ile kosztuje kariera instruktora, co daje i... czy się opłaca?

Od roku 1997 system szkolenia instruktorów żeglarstwa PZŻ przebiega dwustopniowo: najpierw kurs na młodszego instruktora, a później po odbyciu wymaganego stażu - kolejny kurs. Wtedy już wytrwały może pochwalić się niebieską "blachą". Kto to robi, po co i za ile?

Milka Jung

Młodszy instruktor żeglarstwa
Może nim zostać każdy, pod warunkiem, że skończył 18 lat, posiada maturę i stopień sternika jachtowego. Kurs kosztuje od 500 zł (weekendowy, np. nad Zalewem Zegrzyńskim) do 1200 - 1400 zł (obóz stacjonarny, dwa tygodnie, z jedzeniem i mieszkaniem) i przede wszystkim nakierowany jest na technikę manewrowania jachtem jedno- i dwumasztowym. Tak naprawdę jest doszkalaniem, wprowadzaniem pewnych nawyków, unifikacją. Zajęcia teoretyczne, w formie wykładów i seminariów, prowadzone są przede wszystkim pod kątem metodyki szkolenia, teorii manewrowania jachtem żaglowym, zagadnień związanych z bezpieczeństwem oraz organizacją rejsów stażowo-turystycznych. Uśredniony koszt uzyskania stopnia MIŻ to 1360 zł (kurs 1200 zł, egzamin 70 zł, patent 90 zł). Dla osób nieposiadających prawa do opłat ulgowych patent kosztuje 170 zł, a egzamin 140 zł.
Kurs na młodszego instruktora żeglarstwa można też odbyć za darmo albo za pół ceny - odpracowując go potem poprzez szkolenie na obozie organizatora. Kursy na stopień młodszego instruktora PZZ prowadzą: Komisja Szkolenia PZŻ, Okręgowe Komisje Szkolenia PZŻ, Akademie Wychowania Fizycznego, ośrodki i szkoły żeglarskie działające w ramach organizacji będących członkami zwyczajnymi PZŻ.
Instruktor żeglarstwa PZŻ
Po odbyciu wymaganego stażu, czyli przepracowaniu co najmniej dwóch turnusów szkoleniowych i uzyskaniu pozytywnej opinii od KWŻ, można już zapisać się kurs instruktorski. Wydać trzeba około 1200-1400 zł. Zajęcia teoretyczne obejmują elementy psychologii, pedagogiki i dydaktyki - dotyczą tego, jak uczeń zapamiętuje, jak najlepiej przekazywać wiedzę, radzić sobie z kursantami, rozwiązywać konflikty. W ramach kursu odbywają się również zajęcia dotyczące teorii manewrowania, układania planu zajęć dla obozu szkoleniowego, uprawnień i obowiązków KWŻ. Dużo czasu poświęca się w dalszym ciągu na zajęcia na wodzie oraz doskonaleniu techniki manewrowania i ćwiczeniu nauczania. Na egzamin i patent trzeba wydać minimum 200 zł (egzamin 180/90 zł, patent 230/120 zł). Łączny koszt uprawnień - ok. 1400 zł.
Kursy organizuje K.Sz. PZŻ lub na jej zlecenie inni organizatorzy zgodnie z uchwałą Zarządu PZŻ z dnia 23.03.1996 r. Czasami okręgowy związek żeglarski sponsoruje patenty i znaczki, rzadko egzaminy.
Czy to się opłaca?
Można powiedzieć, że zyskamy darmowe wakacje. Ale to jest jednak praca i odpowiedzialność - cywilna i prawna, przez 24 godziny na dobę za to, co może wymyślić np. załoga piętnastolatków.
Można powiedzieć, że 750 zł za dwa tygodnie dla IŻ daje 1500 netto za miesiąc. Pracując na kursie weekendowym wiosną (750) plus dwóch turnusach w lecie (1500) plus kursie jesiennym (750) można zarobić ok. 3000 zł. Zwrócą się koszty kursu, ale trzeba będzie dokonać pewnych inwestycji - np. kupić sobie dobry sztormiak czy książki.

ciąg dalszy w magazynie...

Recenzje

Pod wodą w Chorwacji

Rozmiar: 8838 bajtów Coraz więcej żeglarzy z Polski spędza żeglarskie wakacje na ciepłym Adriatyku, coraz częściej łącząc żeglarstwo z nurkowaniem. Naprzeciw oczekiwaniom nurków, a w tym żeglarzy-nurków, wyszła Oficyna Alma-Press i pokusiła się o przetłumaczenie z języka niemieckiego i wydanie u nas praktycznego przewodnika po Chorwacji. Autor dokładnie omówił tu wszystkie sprawy związane z wyjazdem na nurkowanie do Chorwacji. Przedstawiono bazy nurkowe chorwackiego wybrzeża. Każdy jego rejon i poszczególne wyspy zostały tu dokładnie opisane wraz z atrakcjami nurkowymi. Są szczegółowe mapki omawianych rejonów, a także rysunki przedstawiające nurkowe rarytasy: wraki i jaskinie. Jest też mnóstwo wspaniałych i zapierających dech w piersiach zdjęć, na- i podwodnych.
Krzysztof Kozerski
Wolfgang Pölzer, "Chorwacja. Przewodnik dla nurków", Oficyna Wydawnicza Alma-Press, Warszawa 2001.

EGZAMINATORZE, UCZ SIĘ EGZAMINOWAĆ!

Rozmiar: 5500 bajtów Jest to pierwsza publikacja dotycząca tego, jak egzaminować. Oprócz tego, że warto zajrzeć do "Poradnika", aby poczytać o zachowaniach osób egzaminowanych, najciekawszy jest chyba katalog postaw egzaminatorów. Tutaj znakomita część światka żeglarskiego zajmującego się egzaminowaniem kandydatów na stopnie żeglarskie może przejrzeć się jak w krzywym lusterku. Oby tylko się nie wystraszyli... Poradnik ma na celu ukazanie problemów, które wiążą się z egzaminowaniem i ocenianiem. Nie ma tu gotowych recept - jedynie wskazówki, jak podejmować takie decyzje, aby w czasie egzaminu wydobyć jak najwięcej wiedzy z egzaminowanego, a nie udowadniać mu, że nic nie potrafi. Egzaminowanie nie jest proste, a zarówno zdający jak i egzaminator są tylko ludźmi. Krótka lektura (65 stron) powinna przydać się każdemu - zarówno początkującym egzaminatorom, jak i tym, którzy egzaminują od lat. Może warto coś zmienić?
Milka Jung

Zbigniew Chodnikiewicz, "Poradnik egzaminatora dla instruktorów żeglarstwa", Białystok 2002; cena 10 zł

Czesi o "Ludojadzie" Mączce

Rozmiar: 4889 bajtów Czeskie wydawnictwo Magalhaes-cano wydało niewielką książeczkę "Ludojad" pióra Rudy Krautschneidera. Jest to plon spotkań autora z Ludomirem Mączką, z którym Ruda spotykał się na żeglarskich szlakach wielokrotnie. Autor wspomina, że nie ma ambicji pisarskich, a książeczka jest zaledwie zapisem spotkań i stanowi rysunek sylwetki żeglarza. Powstał ciekawy portret "Ludojada", poznajemy kulisy jego wypraw i opinie o nim ludzi mu bliskich, jak jeden mąż eksponujących w Ludku Mączce umiłowanie swobody. Pewnym mankamentem jest strona redakcyjna, liczne literówki, które jednak warto zlekceważyć, bo rzecz czyta się doprawdy bez wytchnienia.
Ruda Krautschneider, "Ludojad", wyd. Magalhaes-cano, Usti nad Orlici, 2002, stron 44

ciąg dalszy w magazynie...

Felieton nawietrzny

Udany sezon

Jerzy Iwaszkiewicz

Stanica żeglarska w Rynie, w mieście, to jedna z najładniejszych, jakie powstały ostatnio na Mazurach. Piotr Leonowicz jest architektem i narysował wszystko jak dla siebie. Upada natomiast dalej port Sośnicy. Dyrekcja Gliwickiej Agencji Turystycznej, do której należy ten świetny niegdyś ośrodek żeglarski, wyraźnie zapomniała, że takowy istnieje. Nie ma środków na inwestycje, żal patrzeć, jak to niszczeje. Upadek Sośnicy zaczął się w momencie, kiedy zwolniono tu z pracy Winfryda Ficę. To człowiek, jakich mało. Był z niego gospodarz, potrafił zarżnąć świnię na obiad, ale również wykopać fundamenty i postawić domki. Tylko tacy mogą tu coś zrobić. Byłoby mądrze, gdyby Fica znowu wziął się tu do roboty, gdyby po prostu przywrócono go do pracy.
Udany był sezon w Wiosce Żeglarskiej w Mikołajkach. W obecnym wydaniu Wioska, którą zarządza Mariusz Pirjanowicz z załogi Romana Paszke w rejsie dookoła świata, podoba się żeglarzom, tematem jest jednak czas oczekiwania do toalety. Średnio wynosi on kilkanaście minut, a rano tyle czasu nikt nie może czekać, więc dzieją się scenki różne. Nikomu jakoś nie przychodzi do głowy, aby otworzyć drugie toalety, w nowej restauracji, na miejscu dawnego hangaru, tyle że restauracja czynna jest od południa. Na Mazurach na wszystko w zasadzie trzeba czekać.
W jednej z wiejskich agencji towarzyskich pod Ełkiem, usługi seksualne trafiły jak najbardziej pod strzechy, więc w tym wiejskim domu publicznym przyjmuje Murzynka i ma takie wzięcie, że są zapisy i średnio trzeba czekać na Murzynkę co najmniej miesiąc, a więc jednak trochę dłużej niż na toaletę.

ciąg dalszy w magazynie...