Spis treści, archiwum 10/2002

strona główna archiwum

nr
strony


  1. 15:3, czyli mamy mistrza świata - Arek Stefaniak
  2. Konkurs fotograficzny 2002
  3. Słuszna Idea - Mira Urbaniak
  4. Ostra jazda, przeliczniki, protesty - Bartosz Obracaj
  5. Kręci się karuzela 730 - Maciej Cylupa, Robert "Jabes" Janecki
  6. 100 kadłubów w Mistrzostwach Polski - Marek Winiarczyk
  7. Feeria błękitu na Małym Jezioraku - Krzysztof Kozerski
  8. Kronika - Zespół
  9. Regatowe życie - Monika Bronicka
  10. W ślizgu - Wojtek Brzozowski
  11. Zdaniem mistrza - Roman Paszke
  12. Listy
  13. "Wakacje Marzeń" - Marek Winiarczyk
  14. Pojezierze Ełckie nie tylko na weekend - Jakub Koryciński
  15. Meandrami Wisły na pontonie - Marcin Gienieczko
  16. Z Iławy do Rosji - Arkadiusz Dzierżawski
  17. Żeglarski urlop na wodach Niderlandów - Adam Cebulla
  18. Dlaczego KIRIACOULIS? - Artykuł sponsorowany
  19. Bryg szkolny ASTRID - Bartosz Obracaj
  20. Vela Latina - regatowa klasa z Wysp Kanaryjskich - Jacek Pawluk
  21. Cudze chwalicie... Ocean 900 - Paweł Wojna
  22. Bora z Polski rodem - Paweł Wojna
  23. Najmniejszy kiler na świecie - Paweł Wojna
  24. Match-racing, czyli żeglarskie mecze (część 1) - Maciej Cylupa
  25. Teoria żeglowania - od kuchni i łazienki (część 2) - Krzysztof Kuśmider
  26. S-550. Ścigacz dla każdego - Stefan Czarnecki
  27. Patenty, gadżety - Milka Jung, Paweł Wojna, Jakub Koryciński
  28. Trening techniczny - Monika Bronicka
  29. Recenzje - Małgorzata Kowalczyk, Marek Słodownik
  30. Jachtem do Unii, czyli co nas czeka? - Milka Jung
  31. Dziś o babskim rejsie - Mirek "Kowal" Kowalewski
  32. Felieton nawietrzny - Jerzy Iwaszkiewicz

Regaty

15:3, czyli mamy mistrza świata!

Po raz pierwszy Polak wywalczył mistrzostwo świata w najbardziej prestiżowej i wymagającej z dyscyplin żeglarskich - match racingu! Skipper Karol Jabłoński z załogą w składzie Grzegorz Baranowski, Piotr Przybylski i Piotr Wysoki wygrał 15 z 18 pojedynków. Odtąd niedziela 26 sierpnia 2002 pozostanie dla polskiego żeglarstwa dniem pamiętnym.

Arek Stefaniak

Polacy z pałacem królewskim w tle

Na starcie, oprócz polskiej załogi, stawiło się osiem innych załóg z czołówki rankingu ISAF. Nieobecni byli skipperzy przygotowujący się do startu w Pucharze AMERYKI rozgrywanym na przełomie r. 2002 i 2003, m.in. Peter Holmberg z Wysp Dziewiczych oraz obrońca tytułu Dean Barker z Nowej Zelandii. Jak wiadomo, Karol Jabłoński także przygotowuje się do walki o Puchar AMERYKI, ale w następnej edycji tych prestiżowych regat w 2005 r. W każdym razie zdobycie przez niego mistrzostwa świata budzi nadzieje na udany start w zmaganiach o srebrzysty Puchar.
9:0 w pierwszej serii
Zawody rozgrywano w Sztokholmie, na wodach przy starym porcie, w pobliżu pałacu królewskiego i City Hall - miejsca ceremonii wręczania Nagród Nobla. W planach regat było rozegranie podwójnej serii round robin - każdy spotyka się z każdym dwa razy. Załoga, która zgromadzi najwięcej punktów, wybiera sobie z pozostałej czwórki rywala, z którym walczy do trzech zwycięstw o wejście do finału, podobnie czyni pozostała para.Załodze Karola szczęścia sprzyjało od samego początku, gdyż pierwszy wyścig wygrała ze Szwedem Bjoernem Hansenem. W następnych Polacy pokonali wszystkich przeciwników: Duńczyków - Jespera Radicha i Jes Grama Hansena, Szweda Mikaela Lindquista, Rosjanina Andrieja Arbuzowa, Duńczyka Larsa Nordbjerga, Francuzów Francoisa Brenaca i Mathieu Richarda oraz Fina Staffana Lindberga. Jabłoński powiedział po pierwszej serii: "Nie ma tu zawodnika, którego do tej pory nie pokonaliśmy... ".
W drugiej serii round robin Karol wycisnął ze swojej załogi wszystkie możliwości wygrywając "jedynie" sześć pojedynków.

ciąg dalszy w magazynie...

Regaty

W Gdyni wystartowało 20 załóg 730

KRĘCI SIĘ KARUZELA 730

W ostatnich kilku tygodniach klasa 730 walczyła w Gdyni w regatach Idea Sailing Days, następnie w meczowych mistrzostwach Olsztyna w ostatni weekend sierpnia i w Otwartych Mistrzostwach Warszawy na Zalewie Zegrzyńskim 7-8 września. Przedstawiamy relację bezpośrednich uczestników tych wydarzeń, Maćka Cylupy, sternika jachtu DECEUNINCK MUSTO, oraz Roberta "Jabesa" Janeckiego, sternika łódki VOLKSWAGEN PASSAT.

Maciek Cylupa

GDYNIA. OGÓLNIE BYŁO SUPER
Magiczna liczba dwudziestu łódek klasy 730 została wyrównana w tegorocznych regatach Idea Gdynia Sailing Days. Dla "siedemsettrzydziestek" te regaty to jednocześnie Mistrzostwa Polski, tradycyjnie już zresztą od trzech sezonów.
Tym razem zaplanowano prawdziwy maraton: w poniedziałek badania techniczne, a już od wtorku aż do soboty wyścigi...
Zygfryd Perlicki, nasz sędzia główny, zrobił odprawę, trasa trapezowa ze śledziem zewnętrznym i metą na półwietrze. Nasz trasa to również pole dla IMS-ów, tych małych i tych większych. Nasz akwen Charlie (sponsorzy Cityboard Media i Rafineria Gdańska) ustawiono najbliżej brzegu i portu. Sensacyjna informacja gruchnęła w poniedziałek wieczorem: Robert "Jabes" Janecki nie będzie prowadził VW w tych regatach. Okazuje się, że Dorota Janecka będzie rodzić i musi mieć przy sobie męża.. W zastępstwie za ster PASSATA siada inny uczestnik The Race 2000, Zbyszek Gutkowski.
Wtorek rano
Wieje 1B, idziemy na wodę, komisja ustawia start, IMS 1 (te duże) idą na trasę, my mamy już 1 min. do startu i odwołanie wyścigów - wiatr skręca do prawej o kilkadziesiąt stopni. Raz siada do 0, raz wieje takie 1. W końcu znowu start, IMSy wychodzą, ale już widać, że wiatr znowu skręca do prawej i siada, znowu odwołanie.
Środa
Już od rana widać było, że zgotuje nam zgoła inne warunki. W związku z nieudanym wtorkiem zamiast 3 wyścigów mamy mieć 4. IMS-y mają długi wyścig 100 Mm, więc nie będziemy sobie przeszkadzać.
Lewa boja startowa ustawiona wyżej (á la Perlicki), więc nie było innej taktyki jak start spod lewej boi. Wieje ze 4B, czasem może troszkę więcej, i dość spora fala. Pierwszy wyścig regat wygrywa VW i jak na pierwszy start to sensacja - w końcu tylko po krótkim treningu. Pozostałe wyścigi w tym dniu wygrywają Zbyszek Kania, Maciek Cylupa i znowu Zbyszek Gutkowski. Pierwsza szóstka kończy wyścigi w bardzo małych odległościach i każdy błąd od razu powoduje spadek o kilka miejsc.

ciąg dalszy w magazynie...

Wydarzenia

Wakacje Marzeń

Trzydzieścioro dzieci z dwóch Domów Dziecka od 16 do 29 sierpnia spędziło w giżyckim Almaturze swoje "Wakacje Marzeń". Młodzież w wieku 10-17 lat przyjechała z Domów Dziecka w Zagórzanach koło Gorlic oraz ze Skopania koło Tarnobrzega.

Marek Winiarczyk

- Pomysł zaproszenia do Almaturu młodzieży z domów dziecka i zorganizowania dla nich obozu narodził się ponad rok temu, ale dopiero w tym sezonie udało nam się go zrealizować. Prawdopodobnie dzieci z domów dziecka nigdy nie miałyby możliwości spędzenia wakacji pod żaglami czy zakosztowania innych atrakcji, które dla nich przygotowaliśmy. Sami nie udźwignęlibyśmy ciężaru organizacyjnego i finansowego przedsięwzięcia, toteż podziękowania za wsparcie i okazane serce należą się naszym sponsorom, PZU Życie S.A. oraz Fundacji Banku Zachodniego WBK S.A. "Pomoc Ludziom" - mówi Marek Winiarczyk, wiceprezes giżyckiego Almaturu, jeden z pomysłodawców i organizator "Wakacji Marzeń".
Rozmiar: 10965 bajtów
Wzięciem cieszyły się rejsy Dezetami
Organizacja "Wakacji Marzeń" oparta była na pracy wolontariuszy. Oprócz trzech opiekunów z Zagórzan i ze Skopania, do Giżycka przyjechała też kadra żeglarska, którą stanowili członkowie redakcji "Rejsu" oraz osoby zaprzyjaźnione z Almaturem - m.in. Joasia Pajkowska, jedyna polska żeglarka oceaniczna przygotowująca się do regat Vendée Globe, oraz Alek Nebelski, kapitan jachtowy, korespondent Polskiego Radia w Australii. Opiekę medyczną nad uczestnikami sprawowała dr. med. Anna Błaszczyk z Akademii Medycznej w Łodzi. Najlepszy polski konstruktor katamaranów, Jerzy Hrebień, zabierał młodzież na rejsy swoim dwukadłubowcem Rafa HX, który zaprojektował i sam zbudował. Niestety, słabe warunki wiatrowe nie pozwoliły w pełni zaprezentować osiągów jachtu, ale i tak prędkość zdecydowanie większa od prędkości innych jachtów wzbudzała entuzjazm naszych podopiecznych.

ciąg dalszy w magazynie...

Szlaki, które polecamy

Pojezierze Ełckie nie tylko na weekend

Duże jeziora z niezliczoną ilością malowniczych zatoczek oraz odludnych zakątków, Puszcza Borecka, liczne lasy wzdłuż rzecznych szlaków, żubry... Tak w skrócie można opisać wodny szlak ciągnący się na północ od Ełku.

Jakub Koryciński

Jachtem, rowerem czy kajakiem?
Planując wypoczynek w rejonie Ełku z pewnością warto zadać sobie to pytanie, gdyż różnorodność krajobrazu i szlaków turystycznych z pewnością zainteresuje miłośników każdego z tych sportów. Drogę z jezior ukrytych w Puszczy Boreckiej do malowniczo położonego Ełku warto pokonać w kajaku, tym bardziej że trasa ta jest jeszcze stosunkowo mało popularna, co gwarantuje ciszę, spokój i bliskie spotkania z przyrodą na szlaku. Także żeglarstwo jest tu mało rozpowszechnione. Na całkiem spore jezioro Łaźno, nieco ukryte wśród puszczańskich lasów przypada tylko jeden czy dwa jachty! A nawet nad Jeziorem Łaśmiady, dwudziestym pod względem wielkości z polskich jezior (powierzchnia 882ha, czyli prawie tyle co Bełdany czy Jagodne) cumuje zaledwie kilkanaście jednostek. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż na całym pojezierzu, no może poza samym Jeziorem Ełckim, nie wolno używać silników spalinowych.
Camping w Zamościu - tu można wypożyczyć kajaki
Leśne odludzie
W południowo-wschodniej ćwiartce Puszczy Boreckiej znajduje się kompleks pięciu malowniczych jezior. Największym z nich jest wspomniane jezioro Łaźno, o powierzchni zbliżonej do znanego mazurskim żeglarzom jeziora Ryńskiego. Wszystkie razem: Szwałk Mały, Wielki, jezioro Pilwąg, Łaśmiady i Litygajno łączy sieć niewielkich strug wodnych malowniczo snujących się wśród sitowia. W 1981 roku utworzono pomiędzy nimi ścisły rezerwat przyrody "Mazury", a wyspy na jeziorze Pilwąg są miejscem lęgowym ptactwa wodnego. Dlatego podczas spływu w tym rejonie należy zachować szczególną ciszę, tym bardziej że atrakcją tego szlaku jest właśnie możliwość bliskiego kontaktu z przedstawicielami rzadkich gatunków takimi jak np.: orzeł przedni, bielik, orlik krzykliwy, bocian czarny, cietrzew, bóbr, wydra, łoś, a w głębi lasów żyjące wolno żubry, rysie, wilki, jelenie i borsuki. Uważny obserwator może też odnaleźć wśród bagiennej roślinności jedynego w polskiej ziemi zielonego drapieżcę - rosiczkę okrągłolistną!

ciąg dalszy w magazynie...

Nasz rejs

Rozmiar: 11041 bajtów
Na Wiśle ponton i jego kapitan przeszli cięzką próbę

Meandrami Wisły na pontonie

Marcin Gienieczko

Pod kilem pontonu tworzą się kolejne wiry. Mocnymi pchnięciami wioseł próbuję się wybić. Raptownie wpadam w lej. Obraca mnie o 600 . Ponton LION walczy z królową polskich rzek. Wisła to tylko trening, dzika zaprawa przed Kongo i Yukonem.

To już piąty dzień wyprawy. Za sobą mam Kraków i Tarnobrzeg. Płynę w asyście woprowców z Kętrzyna, Wieśka Cieleszyńskiego i Zdzisława Kosatego, którzy towarzyszą mi na łodzi motorowej. Jesteśmy w okolicach Kazimierza Dolnego. Wisła tutaj jest dość czysta. Możemy zrobić porządki w swoich łódkach. Umyć się i ogolić. Nie mogliśmy tego zrobić za Krakowem, gdyż smród, pływające puszki i rożnego rodzaju śmieci odstraszały nas nawet przed zanurzeniem nóg.
Wisła płynie meandrami. Przeszkodą są mielizny, wystające kamienie. LION grzęźnie pomiędzy łachą a kamieniami schowanymi tuż pod powierzchnią wody. Ponton, który ma zaledwie 5 cm zanurzenia, niestety musi być przepchany. Wchodzę do wody. Mocnym pociągnięciem cumy uwalniam ponton ze szczęk ostrych kamieni, naniesionych przez szybki nurt.
Ponton Zodiakowski wersji Cadet Fastroller jest jednym z najlepszych pontonów turystycznych na świecie. Jego możliwości docenał sam Jacques Cousteau. Jak sama nazwa wskazuje, można go szybko rozłożyć i błyskawicznie zrolować. Ma pięć komór, w tym kil, co jest bardzo istotne w tak poważnym spływie. Zdzisław Uherek, kpt. żeglugi Wielkiej, i Bogdan Miszkiewicz z gdyńskiej firmy SMART zapewniali mnie, że mogę nim pokonać dzikie rzeki Konga i Yukonu.
Przed nami jeszcze dwa tygodnie rejsu. A później Motława i oficjalne zakończenie wyprawy.
Wisła zrobiła się przejrzysta i w miarę głęboka. Wszystko to za sprawą Sanu. Od połączenia się z nim rzeka zaczęła się rozlewać. Ale czasami nadal mamy problemy.Kolejne dni niczym szczególnym nie odróżniają się od poprzednich. Ciągle trzeba wiosłować. Prąd jest słaby, więc nie mam na co liczyć. Czasami wydaje mi się, że stoję w miejscu.
Od Sandomierza jest coraz więcej wysp. Sonda zamontowana na łodzi Wieśka wskazuje głębokość. Średnia 1 metr. Sonda wskazuje też ławice ryb. Od Sanu jest ich bardzo dużo. Czasami jest metr głębokości, a czasami przepaści 10-12 metrowe. Wszystko to za sprawą wirów, lejów, nurtu.

ciąg dalszy w magazynie...

Nasz rejs

Z IŁAWY DO ROSJI

Po raz pierwszy od wojny flotylla turystycznych jachtów pokonała szlak z Iławy do Kaliningradu. Na przełomie czerwca i lipca odbyła się historyczna wyprawa Wiking 1. W tym wspaniałym rejsie były też momenty dramatyczne...

Arkadiusz Dzierżawski

- Na pomysł zorganizowania wyprawy Wiking 1 wpadłem już jakiś czas temu - mówi Mieczysław Sowul, kapitan rejsu i główny organizator wyprawy. - Stało się to zupełnie przypadkowo. Do moich rąk trafiły materiały historyczne dotyczące szlaku żeglownego z Mazur do Kaliningradu. Funkcjonował on przed II wojną światową. Po II wojnie światowej został zlikwidowany ze względu na strategiczny dla Rosjan port Baltijsk, który leży na tej trasie. Obok Kłajpedy jest to bowiem jedyny niezamarzający port w tej części Europy. Obecnie jest to wciąż ważny dla Rosjan port. Mimo to tamtejszym władzom bardzo spodobał się pomysł ponownego uruchomienia szlaku do Kaliningradu. Rosjanie zdają sobie sprawę, że na turystyce można zarobić i chcą zrobić wszystko, by ją rozruszać.
Przetrzeć szlak
Organizatorzy rejsu zwrócili się najpierw do władz obwodu kaliningradzkiego. Gubernatorowi bardzo przypadł do gustu pomysł wyprawy Wiking 1. Zdecydował się nawet objąć nad nią honorowy patronat. Całą inicjatywę poparły także tamtejsze media oraz członkowie jachtklubu "Kaliningrad". Ci ostatni uznali, że wizyta gości z Polski będzie świetną okazją, żeby uczcić 50-lecie istnienia ich klubu. Po załatwieniu formalności ze stroną rosyjską przyszedł czas na oficjalne rozmowy z polskimi władzami, a konkretnie z konsulem generalnym. Chęć otworzenia szlaku musiała być obustronna. Także i w tym przypadku nie było żadnych kłopotów.
Łącznie wypłynęło 8 jednostek: 3 motorówki i 5 jachtów różnej klasy, od Wenuski do dużego Pegaza. Załogi były z Iławy, Warszawy i Olsztyna.
Rozmiar: 13404 bajtów
Baltijsk
Deszczowa piosenka
Wyprawa Wiking 1 wyruszyła z Iławy. Start zaplanowano z tego miejsca, ponieważ większość jej uczestników mieszka w tym mieście, łącznie z kapitanem rejsu. Zanim jednak wypłynięto, była tradycyjna, symboliczna lampka szampana. Życzono sobie udanego rejsu.
- Każdy członek wyprawy musiał zabrać ze sobą paszport i 30 dolarów na każdy dzień pobytu w Rosji - wyjaśnia Piotr Behrendt, uczestnik. - Natomiast poszczególni kapitanowie jednostek, wszystkie ich dokumenty, m.in. wyniki przeglądu technicznego dopuszczającego do pływania po Zatoce Wiślanej. Pierwszego dnia naszym celem był Buczyniec. To nie był trudny odcinek, ale lało "jak z cebra". Wieczorem dotarliśmy do Buczyńca. Na miejscu zorganizowaliśmy krótką imprezę integracyjną. Krótką, bo trzeba było rano wstać, by dostać się przed białą flotą na pochylnie na kanale ostródzko-elbląskim. Mimo to bawiliśmy się świetnie, śpiewając szanty i piosenki żeglarskie.

ciąg dalszy w magazynie...

Nasz rejs

Żeglarski urlop na wodach Niderlandów

Rozmiar: 11490 bajtów
Nabrzeże portowe jest zarazem bulwarem i ulicą miejską

Szukałem akwenu "łagodnego", ale nie chciałem rezygnować z prawdziwych przeżyć rejsu pełnomorskiego. Natknąłem się na artykuł o wodach wewnętrznych Niderlandów i stało się jasne, że to wymarzone miejsce na planowany rejs.

Adam Cebulla

Wody te dzielą się na trzy zasadnicze części: Fryzja, Ijsselmeer i Zeeland. Fryzja to małe jeziorka połączone kanałami, na których wrze żegluga jachtów motorowych. Zeeland to wielka delta Renu z wieloma szlakami dla olbrzymich okrętów handlowych. Za to Ijsselmeer był wymarzonym akwenem dla moich potrzeb. Ijsselmeer to jezioro o długości ponad 50 kilometrów i szerokości 15 kilometrów.
Jest to akwen bardzo płytki. Jego średnia głebokość wynosi ok. 4 metry, co powoduje niską i krótką falę. Na całej długości linii brzegowej położonych jest dziesięć najpiękniejszych portów śródlądowych Europy. To prawdziwy raj dla żeglarzy szukających akwenów dobrze przygotowanych technicznie na rejsy jedno - lub dwutygodniowe. Centrum żeglarstwa nad Ijsselmeer jest mały port Lemmer. Jak i w wielu innych portach Ijsselmeer, istnieje tam możliwość wypożyczenia różnej wielkości jachtów żaglowych. Standardem są jachty 9-12 metrowe, a ich czarter kosztuje w zależności od sezonu od 600 - 1200 Euro za tydzień. Nikt nie pyta tam o patent, lecz o stopień doświadczenia w żeglarstwie. Jak mogłoby być inaczej w kraju, gdzie ludzie rodzą się i mieszkają na wodzie?
Ja zdecydowałem się na jacht "Bavaria 38" z trzema dwuosobowymi kabinami i salonem. Na nasz tygodniowy rejs dla sześciu osób był to jacht w pełni wyposażony, zaspokajający wszelkie kaprysy szczura lądowego.
Nasza załoga była załogą niedoświadczoną, dlatego żeglowaliśmy w dzień, chociaż akwen ten jest bardzo dobrze przygotowany do pływań nocnych. Cały ten teren jest dobrze oznakowany nawigacyjnie.
Niejako obowiązkiem jest odwiedzenie każdego z małych portów: Makkum, Hindeloopen, Stavoren, Lemmer, Urk, Lelystad, Marken, Edam, Hoorn, Enkhuizen. W każdym z tych portów można zjeść smaczną rybą i wypić dobre piwo. Napoje wysokoalkoholowe są dostępne tylko w specjalnych sklepach za bardzo wysoką cenę.

ciąg dalszy w magazynie...

Nietypowe konstrukcje

VELA LATINA - REGATOWA KLASA Z WYSP KANARYJSKICH

Rozmiar: 10166 bajtów
Szybkie łodzie rybackie w nowym wcieleniu

Vela latina, czyli ożaglowanie łacińskie, rzadko dziś się spotyka. Są jednak miejsca na świecie, gdzie wręcz kultywuje się żeglugę na tradycyjnych rybackich łodziach pod żaglem łacińskim. Takim miejscem jest Gran Canaria...

Jacek Pawluk

iedy zdawałem na żeglarza, ożaglowanie łacińskie wydawało mi się archaiczne i mało sprawne. Oglądałem je w "National Geographic" tylko na rysunkach i zdjęciach łodzi żeglujących po Nilu. Wrażenie to przetrwało do czasu, gdy na POLFIE-WARCIE (ex-WARTA-POLPHARMA) dotarliśmy w rejsie z grudniowej Gdyni na Gran Canaria, jedną z siedmiu wysp Archipelagu Kanaryjskiego. Muelle Deportivo - Marina Sportowa, to miejsce, gdzie wpłynęliśmy w styczniu naszym katamaranem.
Temperatura na poziomie 23-25° C i łagodne warunki klimatyczne, powodują, że gdy Europę spowija zima, tu w stosunkowo niedalekiej odległości od kontynentu Europejczycy z mroźnych krain łapią głęboki oddech. Lokalny klub żeglarski Real Club Nautico Gran Canaria w Las Palmas to jeden z najlepszych na świecie. Może pochwalić się licznymi sukcesami w klasach olimpijskich. Nie bez przyczyny. Akwen zatoki stwarza znakomite warunki do treningu i regat - wieje stały pasat, modyfikowany wpływem warunków termicznych wyspy.
Przez wieki miasto zaopatrywane było w owoce morza przez łodzie rybackie. O tym, kto lepiej sprzeda swój połów, decydowało, kto szybciej dotrze z łowiska na targ rybny. Maszoperie - ok. 180 osób, składały się na budowę i eksploatację szybkich łodzi rybackich o ożaglowaniu łacińskim, które konkurowały między sobą . Na przełomie XIX i XX w. przypływały tu liniowce z kontynentu. Wymiana towarowa często odbywała się między płynącą pod żaglem łodzią a statkiem podchodzącym do portu z prędkością 6 węzłów. Wymagało to szybkiej jednostki i odpowiednio dużej wprawy w żeglowaniu.

ciąg dalszy w magazynie...

Jacht do czarteru

Cudze chwalicie... Ocean 900

Wiele polskich stoczni i konstruktorów tworzy nie ustępujące w niczym zachodnim konkurentom łódki morskie. Przykładem takiej jednostki jest narysowany przez Andrzeja Skrzata na początku lat dziewięćdziesiątych Ocean 900. Dziś niestety trochę słuch o tej konstrukcji zaginął.

Paweł Wojna

Rozmiar: 11061 bajtów
Może w nim wygodnie żeglować 8 osób

Chociaż minęło już prawie dziesięć lat od powstania projektu, kształt kadłuba, wnętrze i wyposażenie jachtu są jak najbardziej aktualne, o czym może świadczyć bardzo pozytywna ocena w testach przeprowadzonych przez niemiecki magazyn "Yacht" w maju ubiegłego roku. Budowany początkowo przez firmę Shanta pod nazwą Shanta 900 nie doczekał się rozgłosu. Niepowodzeniem zakończyła się również próba rozpowszechnienia go pod nazwą Ocean 900 przez tajemniczą stocznię DAS.
Wybudowano w sumie około dwudziestu jednostek, z czego większość pływa za granicą. Niestety, jacht nie zyskał takiej popularności, na jaką zasługuje.Ocean 900, budowany masywnie w części podwodnej i w technologii sandwich powyżej, jest jachtem pełnomorskim - nie posiada ograniczeń strefowych. Jak na łódkę mogącą przemierzać oceany, nie jest olbrzymem, ale dzięki przemyślanej i bardzo funkcjonalnej zabudowie może nim wygodnie podróżować 8 osób i ponad 2000 dm3 bagażu w bakistach i jaskółkach. Elektryczna winda kotwiczna, roler genui, teleskopowy obciągacz bomu i olinowanie sprowadzone do kokpitu są w standardzie.
W dobrze doświetlonej światłem dziennym części podpokładowej dwie zamykane dwuosobowe kabiny, kącik nawigacyjny, kompaktowy kambuz, pomieszczenie sanitarne i obszerna mesa. Solidne wykończenie wnętrza mahoniem.
W obszernym kokpicie znajdzie miejsce cała załoga, i to bez tłoku. Dzięki charakterystycznej dla wszystkich Oceanów opuszczanej na zawiasach ławeczce rufowej, która służy jako siedzisko dla kilku osób, bardzo wygodne zejście do wody.Jak w większości łódek tej klasy, dodatni moment prostujący wykazuje do kąta przechyłu około 130 st. 40st. w żegludze na wiatr nie jest też wyjątkiem wśród jednostek kilowych, a osiągana prędkość 8 węzłów powinna zadowolić nawet wybrednych.Koszt budowy takiego jachtu to ok. 200 tys. zł.Napotkana przez nas jednostka o nazwie WIENIAWA stacjonuje w Kołobrzegu i można ją wyczarterować z kapitanem lub bez.
Wyprodukowana została również wersja śródlądowa Oceana (prezentowana przez Niemców w "Yacht"). Pozbawiona opuszczonej ławeczki rufowej zyskała ok. 50 cm długości i nazywa się Ocean 950. Pozostałe różnice to falszkil i miecz uchylny zamiast stałego kilu oraz patent do kładzenia masztu (na życzenie elektryczny).
Dane techniczne
Długość 900 cm
Szerokość 297 cm
Zanurzenie 200 cm
Wysokość masztu 1075 cm
Powierzchnia grota 20,8 m2
Powierzchnia foka 13,0 m2
Silnik: Yanmar 2 GM 20F 18 KM
Wysokość pod pokładem 188 cm


Konstrukcje

Bora z Polski rodem

Rozmiar: 10254 bajtów
Nowa sylwetka niczym nie przypomina swojego
protoplasty

Śródlądowy (z dopuszczeniem do pływań morskich w strefie III) jacht Bora 838 zaprojektowany i wykonany został w warszawskiej stoczni Yawa Yacht, na bazie form popularnego w latach siedemdziesiątych Kormorana konstrukcji Aleksandra Powalajewa.

Paweł Wojna

Ponieważ nie była to konstrukcja nowoczesna, należało włożyć dużo pracy, by zaspokoić dzisiejszego, bardziej wybrednego użytkownika. Po wielu przeróbkach i udoskonaleniach powstały dwie wersje Bory: BM (balastowo mieczowa) i M (mieczowa). Wersja BM przeznaczona do pływania w strefie III posiada balast zewnętrzny w postaci kila oraz uchylną płetwę mieczową o ciężarze 70 kg. Dość nietypowy jak na nowoczesny jacht, długi na 3/4 długości kadłuba kil o ciężarze 700 kg powoduje, że zanurzenie łódki z podniesionym mieczem to zaledwie 55 cm. Dzięki temu łódka żegluje na wiatr nawet na płyciznach, gdzie opuszczenie miecza nie wchodzi w grę. Wersja M posiada miecz uchylny (90 kg) i balast wewnętrzny umieszczony wokół skrzyni mieczowej o wadze 500 kg. Dzięki temu zanurzenie łódki zmniejsza się do 35 cm. Mimo braku kila i znacznie mniejszego balastu, łódka wykazuje bardzo duży moment prostujący, co wykazały testy przechyłowe. Obie wersje charakteryzuje wygodna zabudowa, kabina sanitarna z prysznicem, duża ilość schowków i jaskółek, wysokość w kabinie 178 cm, a wszystko, co służy do obsługi jachtu, sprowadzone jest do kokpitu. Wnętrze wykończone drewnem dębowym, duża ilość światła dziennego to dodatkowe zalety Bory. Podwójne koje w dziobie i na rufie, koja w mesie zapewniają wygodny nocleg kilkuosobowej załodze. Kadłub wykonany jest z laminatu poliestrowo-szklanego, maszt i bom z aluminium, a kosze dziobowy i rufowy ze stali nierdzewnej.Jacht Bora 838, jako rodzima konstrukcja, nie nadweręża kieszeni nabywców. Można go posiąść (w zależności od wyposażenia) już od 65 000 zł. netto.
Dane techniczne
Długość 838 cm
Szerokość 255 cm
Wysokość masztu 900 cm
Powierzchnia grota 15 m2
Powierzchnia foka 12 m2
Silnik stacjonarny o mocy 10 - 20 KM lub przyczepny montowany w studzience

Recenzje

Błękitna Planeta na video

Imperial Entertainment Home Video zaprasza wszystkich w niezwykłą podróż. Zanurzymy się w głębiny oceanów, dowiemy się, w jaki sposób te niezbadane otchłanie determinują życie wszystkich żyjących gatunków. Poznamy różnorodne formy życia w wodach tropikalnych i arktycznych. Wszystko to można obejrzeć na kasetach video zawierających słynny przyrodniczy serial, przygotowany przez BBC Worldwide. Jest to pozycja skierowana do widzów w każdym wieku. Serial podzielono na 8 części pomieszczonych na 3 kasetach (Błękitna Planeta, Głębia i Otwarty Ocean), z których każda stanowi odrębną całość, ale wszystkie składają się na fascynujący obraz głębin. Jesienią br. serial ten pojawi się również na płytach DVD.
MS

"Błękitna planeta", wyd. Imperial Entertainment Home Video. Warszawa 2002. Cena 99,98 zł za komplet 3 kaset.
Zestaw dostępny jest w salonach EMPiK, dobrych księgarniach, sieciach hipermarketów, a także w sprzedaży wysyłkowej.

Błękitna Planeta na kartach książki

I jeszcze jedna publikacja poświęcona oceanom - książka będąca uzupełnieniem wersji video. Muza wspólnie z BBC i Programem 2 Telewizji Polskiej podjęły się trudu wydania dzieła "Błękitna planeta" pióra Andrewa Byatta, Alastaira Fothergilla i Marthy Holmes. Kompetentni autorzy przedstawiają dzieje oceanów, ich historię, wpływ na klimat, gospodarkę, prezentuję różne formy życia w głębinach, które wciąż pozostają mniej zbadane niż przestrzeń kosmiczna. Wkraczamy w świat zamieszkały przez niezwykłe stworzenia, których formy i sposoby przystosowania się do życia pozwalają śledzić procesy ewolucyjne.
Książka zawiera ponad 400 barwnych, przepięknych zdjęć i chyba po raz pierwszy przedstawia w sposób tak wyczerpujący i kompletny ekosystem oceaniczny.
"Błękitna planeta - historia naturalna oceanów" - Andrew Byatt, Alastair Fothergill i Martha Holmes. Wstęp Sir David Attenborough. Tłumaczenie i konsultacja naukowa prof. Jan Marcin Węsławski i Józef Wiktor. Wyd. Muza S.A., Warszawa 2002. Stron 384

I jeszcze jedna oceaniczna wyprawa książkowa

Wydawnictwo National Geographic we współpracy z oficyną Egmont Polska uraczyło nas książką "Oceany" z cyklu "Księga Ziemi" (inne książki z serii: "Pustynie", "Wilgotne lasy równikowe", "Góry"). Wspaniałe fotografie oddają różnorodność morskich środowisk naturalnych - od osławionego Morza Sargassowego na Atlantyku po barwne rafy koralowe i "łąki" trawy morskiej na Pacyfiku i Oceanie Indyjskim.
Wielkie oceany naszej wodnej planety kryją nadzwyczajne podwodne krajobrazy - podmorskie łańcuchy górskie, grzbiety, przepaście, doliny i równiny. Morza pokrywające ponad 70 proc. powierzchni ziemi zawsze były tajemnicą i wyzwaniem. Mimo burzliwego rozwoju nauki o oceanach, ogromne przestrzenie dna morskiego wciąż pozostają niezbadane. Książka "Oceany" to wszechstronne źródło wiedzy o wielkich morzach i zarazem piękny album ze wspaniałymi fotografiami wykonanymi przez artystów o światowej renomie. To zwłaszcza doskonała propozycja dla młodego Czytelnika.
"Oceany", Warszawa 2001, 200 fotografii, map i rysunków, 160 stron; format 24x31 cm, twarda oprawa. Cena detaliczna 89 zł.

Doskonałe vademecum

Franciszka Habera znaliśmy dotąd bardziej jako poetę, autora siedmiu już chyba tomików wierszy, a tymczasem zaskoczył nas po raz kolejny wydając książkę szkoleniową pod wszystko wyjaśniającym tytułem "Vademecum żeglarza i sternika jachtowego". Przygotowała ją Oficyna Barsen, a sponsorowała Polska Szkoła Żeglarstwa, Sportów Motorowodnych i Nurkowania.
Zaletą książki jest zwięzłość i przejrzystość podanego materiału. Narracji towarzyszy strona ilustracyjna, tak, że przyswajając pewną partię materiału można od razu oglądać ją na rysunkach. Trudno znaleźć w "Vademecum..." zbyteczne fragmenty lub wątki nadmiernie rozbudowane, tutaj prawie wszystko jest na swoim miejscu. Prawie, bo może jednak program szkolenia i wymogi egzaminacyjne powinny znajdować się na początku. Poza tym rysunki, choć czytelne i estetyczne, nużą jednak swą ascetyczną nieco formą. Zabrakło kolorowych ilustracji (poza nielicznymi), zabrakło także fotografii. Ale z drugiej strony wypada sobie życzyć, żeby wszystkie publikacje szkoleniowe były przygotowywane na tak wysokim poziomie.
MS
Franciszek Haber, "Vademecum żeglarza i sternika jachtowego", wyd Barsen. Stron 208

W głębiny tropem natury

Wydawnictwo Egmont Polska wspólnie z National Geographic wydały książkę "Oceany" - dzieło autorstwa Patricii Daniels. Jest to publikacja dla nastoletniego odbiorcy oceanografią.
"Świetliste wody", "Głębie", "Strefy Oceanu", "Brzegi" czy "Ocean i człowiek" to tylko niektóre z tytułów rozdziałów, które odsłaniają nam nieznane często rozdziały wiedzy o oceanach.
Niewątpliwą zaletą książki jest jej szata graficzna. Wielkoformatowe zdjęcia, atrakcyjne rysunki (także przekrojowe), nowoczesna forma edytorska - wszystko to sprawia, że "Oceany" będą cennym uzupełnieniem domowej biblioteki.
MS
"Oceany" z cyklu "Tropem natury". Patricia Daniels, tłum. Małgorzata Fabianowska. Wyd National Geographic i Egmont Polska. Warszawa 2002. Stron 60

Felieton nawietrzny

PIEROGI TRZEBA ODGRZAĆ...

Jerzy Iwaszkiewicz

W poprzednim numerze ukazało się kilka listów orzekających, że felietonista miesięcznika "Rejs" drukuje bez przerwy jakieś bzdury, z których wynika, że jest pół idiotą. Pan Hoffman twierdzi, że WOPR nie może nas ratować inaczej jak za pieniądze. Takie są teraz czasy. Panu Krzysztofowi Chajęckiemu ze stanicy Stare Sady parę kartek tekstu zajęło wyjaśnienie, że aby pierogi były świeże, to trzeba je najpierw odgrzać. Czuję się jednak wyróżniony, bo dziesięciokrotnie wymienia on moje nazwisko w tym wyjaśnieniu kulinarnym. W Starych Sadach sezon minął marnie. Kiedyś były pierogi, a teraz jest wyłącznie bałagan i to trwa, więc ajent biega z przerażeniem w oczach i chciałby coś zrobić, ale nie bardzo wie jak.
Jest wielka sprawa dla żeglarstwa. Karol Jabłoński zdobył mistrzostwo świata w systemie match-racing, czyli dwóch ścigających się. Potrzeba mu teraz 16 milionów dolarów, żeby wystartować w Pucharze AMERYKI i zbudować stosowny jacht. Od MK Café i firmy POSTI od herbaty ma 4 miliony. Jabłoński to świetny żeglarz. Teraz wszakże jest tak jak zwykle w Polsce - przyczepią się do Jabłońskiego i cześć. Polska jest krajem podziałów. Podzielili się producenci jachtów, dzielą się sympatie. Kiedy płynął przez świat Paszke, dużo ludzi robiło mu tyły, że co to za wyczyn tak płynąć. Teraz, jak coraz wyżej idzie Jabłoński, to z kolei ci, co byli za Paszkem, przyjmują pozycje zachowawcze. W żadnej sytuacji nie ma takiego Polaka, który by do drugiego, który się wybija, wyciągnął łapę... A to są po prostu dwaj świetni, światowej klasy żeglarze, którym trzeba pomóc, także sympatią i dobrym słowem, bo z resztą już sami sobie poradzą.

ciąg dalszy w magazynie...