Spis treści, archiwum 12/2003

strona główna archiwum

nr
strony


  1. Kawa o smaku ryzyka - Milka Jung
  2. Emocje finiszu 6,50 - Milka JUng
  3. Mam naprawdę silne atuty - Z Andrzejem Randakiem rozmawia Marek Słodownik
  4. Walka najlepszych o Złoty Puchar Króla - Marek Słodownik
  5. Z cygarem w zębach - Marek Słodownik
  6. Włóczęga północy - Milka Jung
  7. Na morzach i oceanach świata. Kalendarium sezonu 2003 - Marek Słodownik
  8. Sezon śródlądowy. Podsumowanie w skrócie - Milka Jung
  9. Wydarzenia - Zespół
  10. Morska wyprawa mikroorganizmów - Jan Szajkowski
  11. Badanie Bałtyku z pokładu katamarana - Ksawery Kuligowski
  12. Niezwykły Spitsbergen - Małgorzata Błaszczyk
  13. Stulecie zasłużonego żaglowca - Marek Słodownik
  14. Z muzeum na oceany - Marek Słodownik
  15. TWISTER 800: W oczach młodzieży i fachowca - Paweł Wojna
  16. Dzielna i wcale nie taka droga - Paweł Wojna
  17. Jacht dwunastocyfrowy - Marta Wolska
  18. TRAMP szuwarowo - morski - Paweł Wojna
  19. Przyczepne giganty - Paweł Wojna
  20. Tkaniny różnego przeznaczenia (2) - Andrzej Kiełsznia
  21. Majster radzi - Paweł Wojna
  22. Patenty, gadżety - Milka Jung, Paweł Wojna, Łukasz Dobrzyński
  23. Ostatnią kartkę wysłali 18-go grudnia - Mira Urbaniak
  24. Z dzieckiem na morze - Paweł Banaszczyk
  25. Morskie opowieści - Jerzy Ozaist
  26. Sprawdź sprzęt po sezonie - Łukasz Dobrzyński
  27. Rejs po internecie - Milka Jung
  28. Recenzje - Milka Jung, Jacek Kijewski, Marek Słodownik
  29. Wazeliną pisane - Felieton Jerzego Iwaszkiewicza

Wydarzenia

Kawa o smaku ryzyka

Milka Jung

W ystartowały z Hawru do Salvador de Bahia w Brazylii regaty Transat Jacques Vabre, zwane również regatami kawowymi. Z powodu prognozy pogody start trimaranów klasy Open 60 odłożono o 3 dni, inni musieli wystartować o czasie i zmagać się ze sztormem o sile 50-60 węzłów. W ciągu pierwszych 2 dni regat wycofało się pięć jachtów...
Płyną 4 klasy - trimarany 60 (start 5 listopada) i 50 stóp oraz "monomarany" czyli jednokadłubowce 50 i 60 stóp (start 1 listopada). Z zapowiadanych 44 załóg wystartowało w końcu 38, z których po 2 dniach zostały 33. Dużo, bo aż 9, jest załóg mieszanych damsko-męskich, które zresztą są uznawane za faworytów. Tym bardziej że startujące panie mają już bardzo znane nazwiska - Karine Fauconnier, Ellen MacArthur, Sam Davies, Isabelle Autissier - i na co dzień ścigają się z facetami w regatach oceanicznych na równych warunkach.
I odnoszą coraz więcej sukcesów.
Pierwsze dni mocno przetrzebiły flotę: z pokładu przewróconego Open 60 CIMENTS SAINT-LAURENT-OCÉAN, który stracił kil, załogę po kilkunastu godzinach poszukiwań zabrał helikopter; trimaran Anne Caseneuve i Christophe'a Houdeta ATLANTIC NATURE stracił maszt, załoga wycofała się. Maszt złożył się też na Open 60 OBJECTIF3, załoga wycofała się; Emma Richards i Mike Sanderson (Open 60 PINDAR) wymieniani w gronie faworytów, również się wycofali – z powodu przecieków i innych problemów technicznych. Kilka dni później wycofał się również Bernard Stamm (CHEMINEES POUJOLAT ARMOR LUX), który połamał sobie żebra już pierwszej nocy, ale nie wiedział, co mu jest i miał nadzieję, że ból minie.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Regaty

Tutaj dominuje prawdziwa elegancja i tradycyjne formy. Jak żeglowanie, to jednolite białe stroje załogi, jak wieczorne spotkania to zapach drogich perfum i cygar... Regaty Prada Classic for Challenge to impreza tyleż sportowa, co towarzyska.

Marek Słodownik

Biorą w niej udział jachty nie najnowszej generacji, ale świetnie utrzymane – klasyczne szkunery, kecze, kutry. Czasem aż trudno jest uwierzyć, że niektóre z nich mają ponad sto lat, bo ich stan techniczny i wygląd budzą prawdziwy podziw dla szkutników, którzy takie dzieła potrafili przed laty budować, i dla armatorów, że z takim oddaniem o nie dbają.
Próżno w tych regatach szukać nazwisk znanych z czołówek żeglarskich magazynów. Ściganci omijają je z daleka, bo nagrody są symboliczne, a poza tym to nie jest impreza adresowana do nich.
Tutaj dominuje prawdziwa elegancja i tradycyjne formy. Jak regaty, to jednolite białe uniformy załogi i wydzielone stanowisko dla armatora i jego gości, jak wieczorne spotkania integracyjne to oczywiście zapach drogich perfum i cygar, to wykwintne dania na srebrnej zastawie i porcelanowe filiżanki.

TUIGA co roku bierze udział w imprezie

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Wielki rejs

Włóczęga Północy

VAGABOND Erica Brossiera to pierwszy w historii jacht, który w ciągu dwóch sezonów, rok po roku, pokonał dwie legendarne arktyczne trasy – Przejście Północno-Wschodnie i Przejście Północno-Zachodnie. Bez lodołamacza, bez pomocy z zewnątrz, właściwie w trzy osoby...

Milka Jung

W poszukiwaniu wyjścia

Rok temu, w numerze z listopada 2002, pisaliśmy o tym, że Eric Brossier na jachcie VAGABOND zakupionym od Janusza Kurbiela w 1999 roku i przerobionym „po swojemu” pokonał trasę północno-wschodnią w jeden sezon. Plany miał ambitne – niektórzy twierdzili, że nawet za bardzo. Na wiosnę wyruszył z Prowidienija, gdzie zimował od jesieni zeszłego roku, i popłynął do Japonii, kraju swoich urodzin. Cały czas jednak chciał dokonać niemożliwej zdawałoby się rzeczy – wrócić na polarne trasy i popłynąć w drugą stronę, pokonując drogę północno-zachodnią również w jeden sezon.
Wiadomo było, że może się nie udać – i załoga VAGABONDA była przygotowana na to, że przyjdzie im spędzić zimę w lodach – jak już wielu przed nimi. Po drodze z Japonii, gdzie dzięki życzliwości napotkanych osób udało im się wymienić elektronikę na supernowoczesną, zawinęli na Kuryle, odwiedzili Czukotkę, poznali mnóstwo osób i zgromadzili przebogatą dokumentację. Załoga Erica to jego dziewczyna France Pinczon du Sel, autorka pięknych akwarel (dyplomowany plastyk oraz projektant jachtów), Gerard Guerin – poszukiwacz przygód oraz różni zmieniający się co jakiś czas osobnicy.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Nasz rejs

„Przypłynęły mikroorganizmy” – taka wieść rozniosła się pomiędzy sympatykami żeglarstwa w Kołobrzegu. Właśnie do portu przybyła flotylla małych jachtów mieczowych biorących udział w XXV Jubileuszowym Ogólnopolskim Rejsie Żeglarskim „BAŁTYK 2003”...

Jan Szajkowski

Trasa rejsu, podzielona na trzy etapy, wiodła najpierw z Bydgoszczy, Notecią, Wartą, Odrą, przez jezioro Dąbie, zalewy Szczeciński i Kamieński do Dziwnowa. Drugi etap to żegluga z Dziwnowa do Gdańska z postojami w portach Kołobrzeg, Darłowo, Ustka, Łeba, Władysławowo, Hel i Puck. W dniu 24 lipca przewidziano udział w paradzie żaglowców na Zatoce Gdańskiej. Trzeci etap zamykał wielką pętlę i wiódł Wisłą z Gdańska do Bydgoszczy. Cały rejs trwał 34 dni.
Do przystani WKŻ Pasat w Brdyujściu przypłynęły i przyjechały na przyczepach jachty różnych typów i wielkości z całej Polski. (Autor tych słów przypłynął z Karwicy na Mazurach pokonując ponad sześćset kilometrów przy katastrofalnie niskim stanie wód Narwi i Wisły). Wiek sterników i załóg był jeszcze bardziej zróżnicowany – od kilkunastu do siedemdziesięciu kilku lat.
ETAP PIERWSZY
Uroczyste rozpoczęcie rejsu nastąpiło 28 czerwca przy Rybim Rynku w Bydgoszczy. Wieczorem, na pierwszym biwaku przy śluzie Czyżykówko, przy ognisku, odbyła się prezentacja 25 załóg. Następnego dnia ruszyliśmy na zachód kanałem Noteckim. Przez pierwsze dwa dni było ciepło i słonecznie, ale wiał przeciwny, zachodni wiatr.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Nasz rejs

Barwna tundra spitsbergeńska

Na przełomie czerwca i lipca HORYZONT II, statek gdyńskiej szkoły morskiej, wyruszył na Spitsbergen, wyspę wielorybników, łowców lisów i niedźwiedzi, bazę wypraw polarnych. Dzisiaj zarządzany przez gubernatora norweskiego Spitsbergen to przede wszystkim parki narodowe i raj dla naukowców...

Małgorzata Błaszczyk

Statek kołysze się pośród fal. Na zegarze północ, ale na pokładzie jasno. Statek Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni HORYZONT II już po raz trzeci zawozi grupę polarników z Instytutu Geofizyki PAN na Spitsbergen. Spędzą oni w polskiej stacji polarnej najbliższy rok. Na pokładzie są też naukowcy uczelni z Krakowa, Gdyni, Warszawy, Lublina, Torunia i Poznania oraz grupa remontowa, która ma odnowić budynek stacji. Oprócz stałej załogi, praktykę na statku odbywają studenci WSM.
Barwy zimnych mórz
Już od początku Neptun daje nam w kość i pierwszej nocy wieje „ósemka”. Choć HORYZONT II słynie ze swojej niestateczności i kołysze się nawet tam, gdzie nie ma fali, nie przeszkadza to w spotkaniach towarzyskich. W atmosferze wspomnień z wypraw na Antarktydę i Spitsbergen czas płynie miło. Nie obywa się oczywiście bez ćwiczeń alarmowych i „opeerów” chiefa za „uciekanie z tonącego statku” na boso. Ryzykowne jest też wynoszenie na pokład kubków czy koców. Ochmistrz od razu wyłania się jak duch.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Żaglowce

Stulecie zasłużonego żaglowca

POMMERN jest jednym z najstarszych istniejących żaglowców, o ciekawej i bardzo bogatej historii. Dziś stoi w porcie Marienhamn na Alandach i zwiedzają go tłumy ludzi.

Marek Słodownik

POMMERN w latach trzydziestych

Zbudowany został dla niemieckiego armatora w lutym 1903 roku w stoczni w Glasgow jako MNEME. Nazwa żaglowca to skrót od Mnemosyne, greckiej bogini pamięci; wpisywała się ona w ciąg żaglowców z nazwami inspirowanymi grecką mitologią. Przeznaczeniem czteromasztowego barku był transport surowców z Ameryki Południowej, głównie z Chile, a więc musiała to być jednostka mocna i solidna. Najbardziej znanym wyczynem było pokonanie trasy z Tocapilli do Hamburga w 103 dni.
Armator popadał jednak w coraz większe tarapaty i musiał statek sprzedać. W 1906 MNEME aż dwukrotnie zmienia właściciela, aby wreszcie trafić w ręce Laeisza, najbardziej znanego wówczas armatora. Ten natychmiast zmienił statkowi nazwę na POMMERN i wcielił do swej floty cargo. Teraz jednostka stała się częścią słynnej flotylli „P”, w skład której wchodziły: PASSAT, PAMIR, PEKING i PREUSSEN.
W nowych barwach statek pokonał trasę z Tocapilli do Przylądka Lizard w 77 dni, co było absolutnym rekordem trasy. Były jednak także ciemniejsze karty – w 1911 roku nieopodal Helgolandu POMMERN zderzył się z barkiem ENGELHORN, co skończyło się poważnymi uszkodzeniami i natychmiastową dymisją kapitana. Statek wrócił jednak na stary szlak i kontynuował pracowitą służbę.
Trzy lata później pobił nieoficjalny rekord na trasie z Antwerpii do Valparaiso uzyskując wynik 79 dni. Aż do końca I wojny światowej pływał na tym szlaku, ale już nigdy tego rezultatu nie poprawił. W 1923 roku POMMERN przeszedł pod grecką banderę w ramach reparacji wojennych. Nowy armator eksploatował go na szlakach europejskich, gdzie służył do przewozu towarów masowych. Wreszcie wypatrzył go Gustaf Erikson, pasjonat starych żaglowców i armator rosnącej flotylli.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Test jachtu

TWISTER 800: W oczach młodzieży i fachowca

Dobra łódka dla sporej załogi

Gdy Robert Rogiński narysował Twistera 800, wychwalano bardzo ładną plastykę, nowoczesny kształt, przemyślane wnętrze. Wyprodukowano pierwszą serię i pojawiły się pierwsze głosy krytyki. Jednostka miała tyle samo zwolenników co przeciwników...

Paweł Wojna

Czepiano się miękkiego pokładu, miecza, cienkiego laminatu, wytykano niedopracowaną formę, z której schodziły jachty. Później formę wraz z prawami autorskimi zakupiła białostocka firma Raptor. Rozpoczęły się modernizacje. Pogrubili laminat, położyli pokład przekładany pianką, zajęli się mieczem i ożaglowaniem, poprawili formę. Sprzedano kilka sztuk z przeznaczeniem czarterowym.
Łódka zaczęła pokazywać się na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Po kilku miesiącach ciszy najwyraźniej zmieniła się relacja sceptyków i zwolenników. Zamówieniami sypnęło jak z rękawa. I nic dziwnego. Równie nowatorska jak sam projekt jest cena jachtu. W czasie, kiedy już przywykliśmy, że za siedem metrów pokładu płacimy kwoty sześciocyfrowe, gotowego Twistera, do którego należy dokupić tylko pagaje lub silnik, możemy nabyć za 65000 zł. Aby zdobyć obiektywny obraz jednostki, poprosiliśmy o opinię chętnie pływającą na Twisterze młodzież oraz fachowców.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Konstrukcje

Dzielna i wcale nie taka droga

Jest szybka, a przy tym stabilna. Najszybsza i najłatwiejsza w obsłudze spośród jednostek w tej klasie. MacGregor 26 to jednostka, w której na równi liczy się napęd żaglowy i motorowy.

Marta Wolska

Historia tych jednostek sięga jeszcze lat sześćdziesiątych. Ich konstruktorem i producentem po dziś dzień jest Roger MacGregor. Jego firma jako jedna z nielicznych w świecie może poszczycić się tym, że sprzedała już prawie 40 tysięcy egzemplarzy tej łódki. Dzięki połączeniu funkcji żaglówki i motorówki MacGregor 26 może być wykorzystywana na różnego rodzaju akwenach – jeziorach, rzekach, morskich wodach przybrzeżnych. Osiąga znaczne prędkości na silniku, nie wykluczając również przyjemnej podróży pod żaglami.
Bezpieczną żeglugę zapewnia zastosowanie wodnego balastu. Przy lekkiej konstrukcji, która wymaga mniejszej siły napędu, łódka jest bardzo stabilna. Po zwodowaniu komory balastowe o pojemności 521 kg wypełniają się wodą w ciągu zaledwie 4 minut. Komory można opróżnić po wyslipowaniu lub na wodzie (na silniku przy prędkości 6 węzłów otwiera się zawory i komory opróżniają się w przeciągu 5 minut).
Jedna osoba może postawić maszt, zwodować łódkę i odpłynąć w zaledwie 15 minut. W łódce zastosowano łatwy i prosty patent do kładzenia masztu. Położyć maszt w czasie żeglowania może bezpiecznie nawet jedna osoba. Łódka polecana jest nie tylko wytrawnym żeglarzom, ale także tym, którzy pierwszy raz zamierzają kupić taki jacht. Duży podwójny ster daje znakomitą nad nią kontrolę.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Żaglomistrz o żaglach

Tkaniny różnego przeznaczenia (2)

Grot i genua na REKINIE - materiał "Classic"

Wiadomo, że od właściwego doboru żagli zależą osiągi jachtu, a nawet bezpieczeństwo żeglugi... Powracam do tematu tkanin na żagle, który poruszałem w „Rejsie” nr 8 i 11.

Andrzej Kiełsznia

Kontynuuję prezentację zestawu tkanin sprawdzonej firmy „Dimension-Polyant” z Niemiec, których używamy w naszej żaglowni. Zakresem zastosowań obejmują one praktycznie wszystko, co pływa pod żaglami (z wyjątkiem żagli z „formy”).
TKANINY POLIESTROWE NA GROTY I FOKI
10. Strong warp
– przeznaczenie dla jachtów o długości od 6 m do ok. 13 m
– podstawowa tkanina do żagli turystycznych w kroju radialnym; ma typowe cechy turystycznych tkanin żaglowych turystycznych, tzn. dobrą wytrzymałość na rozciąganie, dobre parametry „trzymania kształtu” – to wszystko w rozsądnych, nie wyżyłowanych regatowo granicach, co zapewnia w sumie długi okres użytkowania żagla
– przedział gramatur 260 do 380 g\m2.
– produkowana wyłącznie w jednym stopniu utwardzenia, tzn. MT, czyli dość miękkie
11. Storm Orange
– tkanina przeznaczona do żagli sztormowych, co sygnalizuje m. in. kolor (intensywny orange – aby był jak najlepiej widoczny dla innych jednostek)
– zakres gramatur 340-400 g\m2
– tkanina do kroju horyzontalnego
12. Color
– Tkaniny do żagli rekreacyjnych, bez zacięcia sportowego
– tkanina do kroju horyzontalnego
– wykończenie miękkie (MT)
– rozpiętość gramaturowa – 210 g\m2, kolory żółty, gorący żółty, turkus, jasnoniebieski, niebieski, ciemnoniebieski, gorący różowy, czerwony, czarny
– gramatura 245 g\m2. – kolory gorący różowy, gorący różowy, turkus, niebieski
– przeznaczenie dla niewielkich, lekkich jednostek o długości od 5 m do ok. 6m
13. Classic
– zastosowanie od niewielkich jednostek 6-metrowych do największych jachtów żaglowych (210–00 g\m2)
– tkanina o „klasycznych” kolorach, czyli brunatny i beżowy
– do kroju horyzontalnego
– wykończenie typu MT, co zapewnia ich niezbyt głośną eksploatację, łatwość obsługi przy stawianiu i zrzucaniu (o ile można mówić o łatwości obsługi przy żaglu o wielkości np. 80 metrów kwadratowych).

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Żeglarskie wigilie

Ostatnią kartkę wysłali 18-go grudnia

Pierwszy raz puste talerze na wigilijnym stole stanęły dla Piotra i Mietka w 1959 roku. Chłopcy nie wrócili na święta z więzienia. Po raz pierwszy płacili cenę za marzenia o wolności i swobodnym żeglowaniu, a ich bliscy zaczęli uczyć się czekania.

Mira Urbaniak

Chrzest POLONII w Detroit

Piotr i Mietek Ejsmontowie urodzili się 3 listopada 1940 roku w Grodnie, skąd rodzina, przez Kętrzyn, dotarła w 1954 roku do Węgorzewa.
To tutaj, na Wielkich Jeziorach Mazurskich, poczuli wiatr w żaglach.
W powstałym właśnie Klubie Morskim w Węgorzewie żeglowali z Jurkiem Tyszko i Mietkiem Piskorzem i wymyślili sobie wtedy wspólny morski życiorys. Po szkole podstawowej postanowili uczyć się w Technikum Rybołówstwa w Giżycku, które jednak nie spełniło ich oczekiwań.
Nie udało się też dostać do szkoły w Darłowie, a z powodu braku matury, do Szkoły Rybołówstwa Morskiego w Gdyni. Trzeba więc było wrócić do Węgorzewa, gdzie, tak jak ojciec, zaczęli pracę na kolei. Tam, wykorzystując swoje niezwykłe podobieństwo, zamieniali się w pracy, by mieć czas na żeglowanie. I myśleli, jak posmakować morza. Rejsy po Bałtyku na ZAWISZY CZARNYM i HENRYKU RUTKOWSKIM utwierdziły ich w przekonaniu o jedynym celu – żeglowaniu po morzach i rejsie dookoła świata.
Ale kto wówczas traktował poważnie dwóch nastolatków z jezior, którzy starali się o zgodę na przepłynięcie tratwą Atlantyku i wyprawę szalupą dookoła Europy?
W końcu sierpnia 1959 roku wypożyczyli jacht do pływań po Zalewie Szczecińskim. Ponieważ było ich dwóch, dostali niewielką bezbalastową jolkę, listę załogi wzięli pod nieobecność kierownika klubu i wyruszyli. Bałtyk szybko pokazał im, co znaczy mierzyć się z morzem i choć radzili sobie dzielnie, zmuszeni byli wejść na Bornholm. Prośba – nie o azyl, lecz pomoc w uzupełnieniu zapasów na dalszy rejs, brzmiała tak naiwnie, że... jacht zatrzymano, a żeglarzy, z komplementami za morski wyczyn, odesłano do kraju.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Pływanie rodzinne

Z dzieckiem na morze

Wielu żeglarzy rezygnuje z pływania, bo w rodzinie pojawiło się małe dziecko lub dzieci, a strach się z drobiazgiem wybrać na morze. A przecież nie jest to niewskazane czy niemożliwe. Trzeba tylko zastanowić się, na czym, gdzie, kiedy i jak pływać z dzieckiem, aby rejs był dla rodzinki bezpieczny i przyjemny.

Paweł Banaszczyk

Jaki jacht?
Jednym z ważniejszych elementów udanego wypoczynku na morzu jest odpowiednio dobrany jacht. Typ jachtu zależy oczywiście od uprawnień kapitana. Wiadomo, że sternik jachtowy ma w tym przypadku mniejszy wybór niż "morski" czy "kapiszon".
Jedną z pierwszych cech szukanej łódki jest bardzo dobry stan techniczny. Chodzi tu przede wszystkim o stan żagli, silnika, szczelność. Mając bowiem na pokładzie półrocznego, rocznego czy starszego brzdąca, powinniśmy się skupić przede wszystkim na tym, aby mu zapewnić komfort i bezpieczeństwo. A kapanie z luku czy porwane żagle na pewno tego nie zapewnią.
Inną ważną cechą jest przynajmniej jedna kabina. Takie osobne pomieszczenie, w którym można by uśpić czy bawić "berbecia" też ułatwi nam żeglugę, a i innym załogantom pozwoli na normalne zachowywanie się pod pokładem bez wysłuchiwania "Ciiiszej, bo dziecko śpi". Już na podstawie tych danych pomału klaruje nam się wygląd jachtu: Carter (w dobrym stanie technicznym - tak), Nefryt (ja bym się nie zdecydował, ale wiem, że niektórzy pływali i z dwójką dzieci), Conrad 28 (w dobrym stanie technicznym - tak), Bavaria 32 i większe, Hanse 291 i większe, Shanta 900, GibSea282 i większe. Co do popularnych jachtów typu Opal, Bruceo, J-80, Draco, Cetus, Rigiel - to, jeżeli znacie ich stan techniczny, są godne polecenia, m. in. dlatego, że żegluga na większych jachtach i z większą liczbą załogi jest mniej męcząca dla rodziców dziecka.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Morskie opowieści

Jak ŚLIMAK przed promem uciekał

Wielopiętrowy kolos nagle zaczął zmieniać kurs i ruszył w pogoń za ŚLIMAKIEM, którego spokojnie można by było załadować na pokład jego szalupy ratunkowej... Czy kogoś z Was ganiał kiedyś prom, ostro przechylając się na zakrętach?!

Jerzy Ozaist

S/Y ŚLIMAK, typ Szmaragd, miniaturka Vegi, to jedna z kilku łódek, jakie w latach '80 pozwalały polskim żeglarzom poznawać mało nam wtedy znany Adriatyk. W 1986 roku po wielu, dziś jeszcze nieopisanych perypetiach, znalazł się on w połowie drogi między grecką wyspą Korfu a włoskim Brindisi.
Na burcie zamustrowano niezwykłą załogę: szefował nestor polskiego śpiewania żeglarskiego, legendarny Pablo, była tam Pani Ela, jeszcze ciepła, świeżo zgaszona gwiazda piosenki studenckiej, był Stefan - dobrze zapowiadający się (czas pokazał że słusznie) informatyk, i dwóch Jurków z szantowego zespołu "4R".
Koniec listopada nawet tam na granicy Adriatyku i Śródziemnego nie jest dobrym czasem do rekreacyjnego pływania. Ale terminy nagliły, do Rijeki był kawał drogi, trzeba było wyciskać z żagli, ile się dawało. W środku nocy, na rozkołysanych wodach cieśniny Otranto, telepało się z zimna wspomnianych dwóch Jurków. Nocna wachta w takich realiach nie była dla nich nowością. Obydwaj nieźle opływani sternicy morscy, przywykli do pracowitego polskiego "orania" Bałtyku, w pogoni za stażowymi milami. Nie był też niczym niezwykłym widok prawidłowo oświetlonego promu mijającego malutkiego ŚLIMAKA w bezpiecznej odległości.
Ale to, co zrobił on za chwilę, tkwi pod powiekami do dziś.
Wielopiętrowy kolos nagle zaczął zmieniać kurs i ruszył w pogoń za ŚLIMAKIEM, którego spokojnie można by było załadować na pokład jego szalupy ratunkowej.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu

Recenzje

Zdjęcia z raju

"Morze Czerwone" autorstwa Alicji i Janusza Dramińskich to pierwsza na naszym rynku publikacja zawierająca zdjęcia polskich fotografów z jednego z najpiękniejszych rejonów świata, nie bez przyczyny nazywanych rajem dla płetwonurków. Album pokazuje niebywałe piękno przyrody; bogactwo form natury zamknięte w podwodnym świecie. Różnorodność form daje złudzenie niezwykłości i tajemniczości tego świata, powoduje, że czytelnik ma poczucie uczestniczenia w podróży do nieznanego świata. Przepięknie wydana publikacja, bardzo starannie opracowana.
MS
Alicja i Janusz Dramińscy, "Morze Czerwone". Wydawnictwo Buffi, Bielsko Biała 2003. Stron 96. Cena 80 zł.

Motorowodne wczasy w Niemczech

W Niemczech do dziś transport wodny to ok. 25% całego krajowego transportu. Szlaki wodne są świetnie utrzymane i jest ich mnóstwo. Śródlądowymi kanałami można dotrzeć z Francji do Polski, z Morza Północnego i Bałtyku do Austrii (a dalej nad Morze Czarne Dunajem). O tych właśnie drogach mówi książka "Inland Waterways of Germany" autorstwa Barry'ego Sheffielda, wydana przez Imray, w zasadzie jedyne anglojęzyczne wydawnictwo locyjne traktujące o tych wodach. Książka jak zwykle podzielona jest na dwie części: wiadomości ogólne i opisy tras. Najpierw ogólny opis Niemiec, przepisy, nawigacja, śluzy, tankowanie itd. Dalej następują opisy wszystkich ważniejszych szlaków, od Renu i Odry po rzeczkę Uecker, z opisami portów, kotwicowisk, śluz i innych urządzeń. Książka może się przydać głównie motorowodniakom, niemieckie drogi wodne to świetne miejsce na spędzenie urlopu na mieszkalnej motorówce. Polskie jachty pływają tamtędy sporadycznie, czas odkryć te szlaki. Książka przyda się też załogom planującym przeprowadzenie jachtu na Morze Śródziemne drogami śródlądowymi.
JK
"Inland Waterways of Germany", Barry Sheffield, wyd. Imray, stron 135, A4, czarno-biała z kolorową wklejką, oprawa miękka, lakierowana. (książki importuje sklep.sail-ho.pl)

Nie tylko z Północnego do Marsylii

Drugim obok Niemiec krajem, który da się wzdłuż i wszerz przepłynąć rzekami i kanałami, jest Francja. Polskie jachty głównie dążą tamtędy na Morze Śródziemne, najpopularniejszą trasą Sekwana - Rodan, omijając boczne szlaki. A szkoda.
Siódme wydanie "Inland Waterways of France" autorstwa Davida Edwardsa-Maya przychodzi z pomocą wszystkim, którzy chcą zwiedzać krainę wina i zamków z wody. Książka wydana we wrześniu 2003 jest najnowszym źródłem informacji dla żeglarzy i motorowodniaków. Sam przewodnik ma 50 lat tradycji, w nowym wydaniu został poważnie uzupełniony, wydany w twardej oprawie i ze zdjęciami doskonałej jakości.
Po krótkim wstępie (przepisy, warunki, rady, gdzie wynająć łódź) następują opisy szlaków z podanymi odległościami, głębokościami, z opisami śluz i portów. Przy każdym ważniejszym obiekcie - przydatne telefony i schematy. Uzupełnieniem locji jest mapa - schemat dróg śródlądowych Francji i Beneluxu.
JK
"Inland Waterways of France", David Edwards-May, wyd. Imray, czarno-białe (schematy 3-kolorowe), wkładka z kolorowymi zdjęciami, twarda oprawa, 52 strony (książkę importuje sklep.sail-ho.pl).

Kieszonkowe odkrycia...

Świat Książki wydał książeczkę pod tytułem "Świat odkryć geograficznych" pióra Bernharda Kaya w tłumaczeniu Krzysztofa Żaka. Jest to znakomita publikacja, na którą składa się kilkanaście miniwykładów na temat różnych aspektów poznawania Ziemi i mozolnego wydzierania jej tajemnic. Mamy więc tutaj opis pierwszej morskiej podróży, opisy rejsów Wikingów, dzieje kompasu okrętowego, początki astronawigacji, rozwój przyrządów nawigacyjnych, poznajemy zasady tworzenia map morskich i określania długości geograficznej. Książkę czyta się łatwo i podobnie przyswaja się ogromny ładunek wiedzy w niej zawartej.
Dodatkowym plusem publikacji są rozbudowane indeksy osób i nazw geograficznych, mankamentem niestety brak rzetelnego kalendarium, ponieważ to zamieszczone razi powierzchownością.
MS
Bernhard Kay, "Świat odkryć geograficznych", tłum. Krzysztof Żak. Świat Książki, Warszawa 2003, stron 312, cena 29,90 zł

...i odkrycia akademickie

Inny charakter niż prezentowana książka Bernharda Kaya ma praca Zbigniewa Długosza "Historia odkryć geograficznych i poznania Ziemi" wydana przez PWN. Tutaj mamy do czynienia z uporządkowanym wykładem akademickim. Śledzimy kolejne ekspedycje złotego wieku odkryć geograficznych, uczestniczymy w eksploracji lądów wszystkich kontynentów. Książka Długosza jest bardzo sprawnie napisana i ciekawie zilustrowana, a jej uważna lektura pozwala znacząco wzbogacić wiedzę na temat naszych dziejów. Publikacja PWN zawiera indeks nazwisk, brak jednak indeksu geograficznego i kalendarium.
MS
Zbigniew Długosz "Historia odkryć geograficznych i poznania Ziemi", PWN, Warszawa 2001, stron 287

Ryby na talerzu

W sam raz na Gwiazdkę - książka, ale nie po prostu kucharska, tylko kucharska o rybach, o ich czyszczeniu i przyrządzaniu, no i oczywiście masa przepisów. Można się dowiedzieć, jak oprawiać ryby w terenie - czyścić je, skrobać, filetować, kroić, oraz, jak je przygotować do pożarcia na tysiące sposobów - od czysto pionierskich do takich z najlepszej knajpy. Piszą, jak robić ryby na patelni, w piekarniku, na parze, w mikrofali, na ognisku, w zupie, marynacie, sałatce, sosie i czym tam jeszcze. Jest też o podawaniu ryb, o tym, jakie wino pasuje do jakich rybek (nie ma nic o białym ziemniaczanym). Bardzo polecam. I na prezent dla kogoś, i do własnej kolekcji.
MJ
Sylvia Bashline "Ryby. Najlepsze przepisy", wyd. MUZA SA, wyd. II, październik 2003, stron 158, cena 37 zł, oprawa twarda, lakierowana.

Rejestr łodzi motorowych

Najnowszy, wydany w październiku, rejestr łodzi motorowych wydany przez Polski Rejestr Statków jest znowu grubszy od poprzedniego. Obejmuje łodzie rybackie pokładowe, bezpokładowe, łodzie turystyczne, skutery wodne, łodzie patrolowe i robocze. Dane są aktualne na dzień 31 grudnia 2002.
W porównaniu z poprzednim rejestrem (1999/2000) przybywa, i to sporo. Obecnie mamy zarejestrowanych 126 pokładowych łodzi rybackich (było 110), 704 łodzi rybackich bezpokładowych (takich kutrów, znajomych z plaż - było 700), 670 łodzi turystycznych (tu było 425 - przybyło 245 jednostek), 149 skuterów (było 86 - przybyło 63 sztuki zarejestrowane), 114 łodzi patrolowych (przybyło 46), 118 roboczych (było 108). Ponadto mamy też dołączony wykaz zatwierdzonych typów łodzi motorowych oraz wykaz agencji i placówek oraz indywidualnych inspektorów PRS. Lektura czysto statystyczna, niemniej kształcąca.
MJ
"Rejestr łodzi motorowych", wyd. PRS, edycja V, stron 297.

Gdzie jest Nemo?

Film ciepły, kolorowy, dla małych i dużych. Nie ma ograniczeń wiekowych, jednak może nie zabierajmy na niego bardzo małych dzieci - jest kilka scen krew w żyłach mrożących, których dzieci mogą się wystraszyć. Historyjka jest prosta - na Wielkiej Rafie Koralowej mieszkają małe rybki-błazenki. Kiedy mama-rybka zostaje zjedzona przez rekina, jedyny potomek jest wychowywany przez tatę, cokolwiek za bardzo chuchającego na jedynaka. Synek, czyli Nemo, trafia jednak do akwarium w gabinecie dentystycznym w Sydney. Rozpoczyna się akcja ratunkowa....
MJ
"Gdzie jest Nemo?". Reżyseria: Andrew Stanton, Lee Unkrich, Produkcja: Walt Disney Pictures i Pixar Animation Studios
powrót do początku spisu

Felieton nawietrzny

Wazeliną pisane

Jerzy Iwaszkiewicz

Długie lata zajmuję się dziennikarstwem, w różnych miejscach pisuję, do różnych mikrofonów mówię, a jednak nie zdarzyło mi się, żebym musiał polemizować z własnym pismem. Tego jeszcze nie było ale już jest. Pozwalam sobie mieć radykalnie różne zdanie niż autorzy tekstu w Rejsie. W nr 11 ukazał się otóż tekst pt. "Było wiele akcji ratunkowych", w którym autorzy, Marcin Bank i Anna Pałuszyńska piszą o Mazurskim Wodnym Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Jest to klasyczny tekst pisany wazeliną, tłuszczyk zeń kapie jak woda z żagli po burzy na Śniardwach. Czterokrotnie wypowiada się prezes Zbigniew Kurowicki, co jak na jeden tekst jest dość dużo bo inni wypowiadają się jednokrotnie albo wcale.
Autorzy piszą, że mazurskie WOPR interweniowało w tym sezonie 193 razy, uratowano wiele osób. Zgadza się. Piszą także, ze mają coraz lepszy sprzęt. Też się zgadza. Są coraz lepiej wyszkoleni. Też prawda. Dodać trzeba, że przestali już nawet jeździć na pełnym gazie pod mostami w Mikołajkach aby pokazać jacy są dzielni. Nic wszakże nie piszą autorzy skąd biorą pieniądze i skąd chcą je brać.
Mazurski WOPR jako pierwszy w Polsce każe sobie płacić za akcje ratunkowe. Za ratowanie ludzi jeszcze nie biorą ale wystawiają rachunki za podnoszenie łodzi. Niby jest to racjonalne, ratownicy tracą czas, silniki zużywają paliwo, tyle, że mazurski WOPR dostaje na to pieniądze od sponsorów. Jest to klasyczna próba zarabiania dwa razy na tym samym. Najpierw biorą pieniądze od sponsorów aby ratować sprzęt i ludzi a potem każą żeglarzom płacić za to samo. Metoda zresztą powszechna, premier Pol też co chwila wymyśla nowe podatki za to samo, mamy teraz płacić dopłaty do paliw na budowę dróg, chociaż od lat płacimy na to w cenie benzyny. O tym, że Polkomtel, Warta, a szczególnie Orlen dają pieniądze na mazurski WOPR prezes Kurowicki był łaskaw nie wspomnieć ani słowa chociaż wypowiada się w rzeczonym tekście cztery razy.

ciąg dalszy w magazynie...

powrót do początku spisu